Tuesday, January 25, 2011

Za długo to we mnie siedziało, czas opowiedzieć całemu światu.

Przepraszam wszystkich, którzy oczekiwali mojej notki.
„’Od tego zależeć będzie przyszłość planety na tej ziemi’ – z przedmowy Tadeusza Niwińskiego, Polaka, który mieszka w Kanadzie i napisał trzy książki ‘Ja’ potem drugą książkę ‘Ty’, trzecią książkę ‘My’. Aha, przepraszam, czwartą jeszcze napisał pod tytułem ‘Wy’. Jest to, eee, są to bardzo dobre pozycje na rynku też je polecam, ponieważ nigdy wiedzy nam takiej nie jest za mało. Ja chciałam jeszcze wrócić do kwestii, tej, o której zaczęłam mówić, że dzieci w przedszkolu się bawią, potem idą do szkoły i też się bawią, a potem już tylko nie bawią się, a można powiedzieć, że chuliganią. Dlatego, że u nas w Polsce nastąpiło takie jakby przekłamanie, któremu… To przekłamanie spowodowało, że sytuacja… To przekłamanie jest winne sytuacji, która się wytworzyła, mianowicie na świecie powiedziane jest, że mamy dzieci, mają. My mamy uczyć dzieci bawiąc, żeby te dzieci bawiąc się uczyły. A natomiast u nas zrobiono z tego dwie rzeczy: dzieci się bawią i się uczą. Miało być bawiąc się uczą. Uczą się bawiąc. A u nas bawiąc się uczą. A więc jeśli mają się uczyć przez zabawę, czyli nauka przez zabawę, a u nas mają się bawić dla nauki, ot do góry nogami jest wszystko postawione na głowie. I dzieci się bawią, a się nie uczą, a się uczą osobno. A to ma być nauka przez zabawę i ludzie, którzy są geniuszami oni całe życie się bawią – wykonując dany zawód. Ta praca jest dla nich zabawą, jest czymś wspaniałym, lekkim, fantastycznym. Ponieważ oni pracując bawią się i dzieci mają ucząc się bawić się, a nie bawiąc się uczyć i w szkołach dzieci bawią się ucząc. No to, to jest do niczego, no bo nie da się bawić, robić po prostu żartów i się uczyć. Natomiast można się uczyć przez zabawę, bo każdego rodzaju doświadczenie fizyczne, czy chemiczne, czy czytanie lektur to jest rozkosz, to jest świetna zabawa, ale trzeba się... Gdyby panowie na przykład podchodzili poważnie to by przez prowadzenie się bawili, a nie chcieli się bawić obok prowadzenia, prawda? A więc to jest bawię się… Prowadzę coś i bawię się, uczę się i to mnie bawi. Czytam i to jest dla mnie zabawne, gotuję obiad i uczę się nowych sposobów gotowania, czyli… I to mnie cieszy, a więc… Czyli radość ma być jako efekt danej czynności a nie radość a potem czynność. No to wtedy jest śmiechu warte i wszystko z rąk leci, a prace wykonane są… na opak wykonane. Moi drodzy państwo zbliżamy się nieuchronnie do końca naszego programu dzisiaj, spotkam się z państwem za tydzień jak zwykle o godzinie 11. A tymczasem chociaż jedno zdanie z książeczki Caroline. O! ‘Teraz tworzysz zaufanie, gdy popatrzysz na swoje śpiące dziecko zrozumiesz, że robisz coś pozytywnego. Dzięki temu ty będziesz mogła czuć się lepiej.’ Chodzi o to, że dziecko powinno przed zaśnięciem, jeśli nie ma mamy obok siebie, to mieć nagrany głos mamy, która mówi ‘kocham cię’, ‘śpij dobrze’, ‘życzę ci kolorowych snów’, ‘życzę ci piątek w szkole’, ‘nie mogę dzisiaj być z tobą, ale jestem z tobą myślą’. Wystarczy nagrać na kasecie i puścić przed snem ten głos mamy dziecku. A dziecko nie mając fizycznie mamy, bo mama czasami nawet gdyby była fizycznie, może być zmęczona. Dziecko nie mając fizycznie mamy koło siebie może usłyszeć jej dobre życzenia. Jest to substytut, jest to zastąpienie obecności fizycznej. Tak samo ojciec może nagrać ‘synu bardzo cię kocham’, czy ‘córeczko’ i ‘życzę ci dobrych snów’ opowiedzieć bajkę dziecku. I gdy puścimy z kasety takie nagranie dziecku, dziecko nie będzie miało komfortu opuszczenia, nie będzie potem kaprysiło, nie będzie się domagało, że mama ma być koło nas. Moi drodzy państwo, do usłyszenia, do zobaczenia za tydzień, a tymczasem…”
BAWIĄCSIĘPROSACUCZĘUCZĄCSIĘBAWIĘMETADONCAROLINEKOKAINAKOMFORTOPUSZCZENIA



ALL GLORY TO THE CHRISTIN

Friday, December 31, 2010

Soundtrack 2010


Kolejny rok, sesje, szkoły i prace. w 2011 proponuję rzucić wszystko. Bez zbędnych ceregieli przechodzimy do dwóch płytek podsumowujących mijający rok, którego finisz był niesamowicie zajebisty.
CD 1
1. Slowdive – When the Sun Hits
2. Lily Allen – Not Fair
3. Delphic – Doubt
4. The Smiths – There Is A Light That Never Goes Out
5. Cut Copy – Hearts On Fire
6. Animal Collective – Graze
7. Primal Scream – Loaded
8. Happy Mondays – God’s Cop
9. Afro Kolektyw – Gramy Dalej
CD 2
1. Afro Kolektyw – Mężczyźni Są Odrażająco Brudni i Źli
2. Myslovitz – Chłopcy
3. Toro Y Moi – Blessa
4. The Horrors – Who Can Say
5. Blur – Fool’s Day
6. Tymon & Transistors – Mówisz Mi
7. Lady Pank – Kryzysowa Narzeczona
8. Koloron – Bomba Atomowa
9. Blur – Girls and Boys
Wszystkie piosenki są do posłuchania na drugiej po moim blogu naczelnej stronie dla pokolenia Web 2.0 - na YouTube.com

Wednesday, December 8, 2010

Rok w zwierciadle sieka90.blogspot.com

Zostało nam jeszcze 16 dni do świąt, a niedługo potem przyjdzie nam witać rok 2011, który tradycyjnie zaczniemy z nadziejami by zakończyć jak zwykle. Grudzień i początek stycznia to również czas podsumowań końcowo rocznych, chociaż nie wszędzie bo np. w takiej szkole czy sezonie piłkarskim przełom roku to dopiero połowa zabawy. Jak rzeczy zostaną w naszych/ w mojej głowie zdecydowanie na dłużej?
4 stycznia premierę ma debiutancki album Toro Y Moi, Causers of This. Nie chce mi się rozwodzić na temat tej płytki, ale powiem tylko tak: Szkoda, że Chaz Bandick musiał tak szybko wyjaśnić i ustawić poprzeczkę na tyle wysoko, żeby już nikomu innemu nie udało się jej choćby dotknąć. Bez wątpienia najważniejszy debiut/album/artysta ostatnich dwunastu miesięcy.
27 stycznia Avatar stał się najbardziej dochodowym filmem w historii kina, czy zasłużenie? Ponieważ „generalnie filmy są średnie” to osobiście nie pofatygowałem się ani na seans, ani do wypożyczalni DVD, ani do sklepu internetowego rapidshare. Natomiast słyszałem opinię, które mnie zniechęcały od znajomych, którym ufam w kwestiach dobrego smaku. Bo widzicie dla mnie film jeśli ma fajną treść to może być nawet czarnobiały nagrany w pustym pokoju (ej no Clerks). Natomiast jeśli mamy do czynienia z typową super produkcją, której zakończenie znamy po pierwszych 10 minutach film to nawet świat 3D opracowywany przez najznamienitszych naukowców NASA nie jest w stanie pomóc. Sami rozumiecie „co to jest pusty talerz z niczym?”.
16 marca kończę ostatecznie z dzieciństwem. Było zajebiście, ale dwójka z przodu zobowiązuje.
27 marca zakończyły się wybory w PO, w których Bronisław Komorowski pokonał Radosława Sikorskiego. To pierwsza próba przeszczepienia na rodzimy grunt amerykańskiego zwyczaju wyłaniania kandydatów na prezydenta poszczególnych partii w wyniku wewnętrznych wyborów. Czy skutecznie skupiła uwagę wyborców? Myślę, że trudno oceniać tę metodę przez pryzmat tego co stało się niedługo później. Natomiast trochę szkoda, że w PO nie wygrał „człowiek z PiSu”.
10 kwietnia pod Smoleńskiem rozbił się samolot na pokładzie, którego leciało 96 ważnych polityków i wojskowych, w tym para prezydencka. W wyniku, katastrofy PiS pokazał ludzką twarz, a PO wytrącono argument, który polegał na podkładaniu Kaczyńskiemu nóg, gdy ten nerwowo nimi przebierał. Rozpoczęła się najdziwniejsza kampania prezydencka w III RP.
Połowa kwietnia 2010 roku to zapomniany czas, kiedy nad nami krążyła fantom chmura z islandzkiego wulkanu. Sparaliżowała ruch na 1,5 tygodnia, nikomu krzywdy nie zrobiła, dzisiaj już nikt o niej nie pamięta. Historia pełna zwrotów akcji, niestety bez zakończenia, trochę jak Wielki Zderzacz Hadronów.
15 maja mistrzem Polski w piłce nożnej został Lech Poznań, czyli najlepiej zarządzana drużyna w Polsce, jedyna z jakąkolwiek polityką transferową, jedyna, która zarabia sama na siebie. Jedyna, która potrafi pyknąć trzy rameczki ekipie z Włochy czy Anglii. 15 maja, po 17 latach przerwy tytuł mistrza wrócił do jedynego miasta, w którym na stadion może iść zarówno magister jak i chłopak spod kamienicy. Do miasta, gdzie niezależnie od tego czy miejscowa drużyna gra w drugiej lidze czy w pierwszej frekwencja zawsze liczona jest w kilkunastu tysiącach, a po modernizacji stadionu wygląda na to, że będzie trzeba zwiększyć pułap do kilkudziesięciu tysięcy. Jednym zdaniem, po 17 latach tytuł mistrza Polski wrócił w dobre miejsce.
22 maja prowadzona przez Jose Mourinho drużyna Interu Mediolan zdobyła Puchar Mistrzów Europy. Tym samym portugalski trener stał się wielkim fenomenem, w ciągu 7 lat przygody jako menedżer piłkarski wygrał: 6 mistrzostw krajowych (po dwa w Portugalii, Anglii i we Włoszech), 3 puchary krajowe (po jednym w każdym z krajów), 4 Superpuchary krajowe (2 w Portugalii, jeden w Anglii, jeden we Włoszech), 2 Puchary Ligii (trofeum występujące w Anglii), do tego jeden pucharu UEFA i dwa Puchary Mistrzów. W sumie w ciągu 7 lat zdobył 18 różnych tytułów. Pracował w tym czasie z Porto, Chelsea i Interem. Obecnie zatrudniony w Realu.
20 Czerwca zakończyła się pierwsza tura wyborów samorządowych o czym w dużej części już pisałem, tak więc w telegraficznym skrócie, świetny czwarty wynik JKM, który wyprzedził nawet Waldemara „uwaga jestem zawsze i wszędzie” Pawlaka, przesadzone gadanie o jakimś dobrym wyniku SLD tym bardziej, że wynik był taki sam jak zwykle. Druga tura dla męża wieloryba i konkubina kota.
29 czerwca w Grecji rozpoczyna się strajk generalny, ten dzień być może kiedyś w podręcznikach do historii będzie opisywany jako przepiękny dzień początku końca Unii Europejskiej. Grecja jest zmuszona brać pożyczkę by ratować się przed bankructwem. Upadek rozwiniętej gospodarki socjalnej niestety nikomu nie otworzył oczu, potomkowie starożytnych wychodzą na ulice. W zamieszkach umierają ludzie, budynki zajmują się ogniem, a sami zainteresowani wychodzą z transparentami „Wolimy umierać niż pracować”. I niech ktoś powie, że zaplecze socjalne nie rozleniwia ludzi… Następni w kolejce to Portugalia, Hiszpania, Irlandia, Włochy i… Polska, jeżeli rząd Tuska nie zajmie się wkrótce czymś innym niż straszeniem Babą Jagą, której na imię Jarek.
4 lipca prezydentem Polski został zaściankowy Sarmata, który urodził się i ojciec matce wiśnie przyniósł z drzewa (jak głosił spot). Prezydent wszystkich i nikogo. „Gdy pytają kim jestem, odpowiadam tym kim chcecie żebym był”, mimo najszczerszych chęci Bronisław nie potrafi zostać moim prezydentem i przywrócić mi utraconej wiary w słuszność demokracji.
11 lipca kończy się Mundial w RPA. Fajnie, że daleko doszedł kopciuszek, szkoda, że to Urugwaj a nie Ghana. Super, że wygrała drużyna, która nie zdobyła tego trofeum nigdy wcześniej, ale dlaczego musiała to być Hiszpania a nie Holandia. Bombowo, że przez miesiąc mogłem za free oglądać sobie mecze w Internecie, ale dlaczego pieprzony Iniesta znowu wszystko musiał zepsuć i dać mi kolejny powód (Chelsea 1-1 Barcelona, pamiętacie?) bym go musiał szczerze nienawidzić. Wielkiej piłce mówimy „Do zobaczenia”, przynajmniej na dwa lata, widzimy się u nas.
1 sierpnia wróciłem po miesięcznym arbeicie w Reichu. Z saksów jestem zadowolony, chociaż fiordy mi z ręki nie jadły.
6-8 sierpnia to pierwsza edycja Off Festivalu w nowym mieście - Katowicach. Chyba najbardziej udana ze wszystkich dotychczasowych, a na bank miała najlepszy Line-up (Toro Y Moi, Dinosaur Jr. A Place To Bury Strangers, The Fall, Lenny Valentino, The Horrors, Something Like Elvis, Muchy, Falming Lips). Toro Y Moi pokazał, że jest zajebisty, Kim Nowak, że jest chujowy, a PKP, że jest niewygodne.
7 sierpnia, pierwszy raz, któryś moich znajomych wziął ślub. „Wielkie nieba”, a jednak jakiś mały przełom. Dziękuję parze młodej za zaproszenie, panu młodemu radzę by nie spierdolił sprawy, panią młodą przepraszam za to co stało się dzień później [buty].
1 września drugi rok z rzędu mogłem odetchnąć z ulgą i nie wstawać na rozpoczęcie szkoły, niech żyją studia.
19 października wojna polsko-polska wchodzi na nowy etap, najpierw bito ludzi pod krzyżem, później strzelano do ludzi w biurach poselskich. Mimo wszystko szkoda, że kule nie dosięgły posła Niesiołowskiego. A zupełnie poważnie to obszerniej pisałem o tym dwie notki wcześniej. Warto zapamiętać tę datę.
5 listopada PiS strzela sobie w stopę i traci swoją piękniejszą twarz/maskę. Szkoda bo samo PJN bez żadnych struktur i bez pieniędzy nie będzie w stanie wejść do sejmu w przyszłorocznych wyborach, ale mimo wszystko mam nadzieję, że się mylę.
14 listopada kończy się najobszerniejsze podsumowanie muzyczne dekady w Internecie na Porcys.com, generalnie zawodzi chociaż warto poczytać. Płytą dekady jest podobno Moon & Antarctica, najgorsze jest to, że dobre żarty mieszają się tam często z naprawdę dobrymi typami.
23 listopada Korea Północna ostrzelała wysepkę należącą do Południowej. Wojna wisi na włosku, czyżby moje pokolenie miało szansę zobaczyć pierwszy w historii konflikt nuklearny? Europejczycy wygodnie rozsiadają się w fotelach biorą pop corn i czekają co dalej, a dalej póki co nie ma nic. Znając temperament przywódców z Pyongyangu to zabawa się może skończyć jak dostaną prowiant albo błyskotki. Zachód odsapnie i będzie mógł odłożyć w czasie przyjęcie milionów ludzi bez kwalifikacji, bez podstawowej wiedzy i bez doświadczenia w krąg swojej cywylizacji..
28 listopada Wikileaks zawstydza wszystkich największych agentów międzynarodowych wywiadów wypuszczając do sieci ponad 250 tysięcy tajnych depesz i tak dalej i tak dalej. Póki co ciężko powiedzieć jak rozwinie się sytuacja, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Waszyngtonowi się upiecze.
Wygląda na to, że to wszystko. Jak coś ciekawego się wydarzy z pewnością opiszę chociaż zapał coraz mniejszy. Na pewno możecie spodziewać się tradycyjnego soundtracku mijającego roku pod koniec grudnia. Gdyby mój blog miał okładkę jak tygodnik Time to znalazłby się na niej jako "Człowiek Roku" jego autor oczywiście. Wyraźnie zdeklasowałem resztę ludzkości, ale spokojnie za rok będę jeszcze lepszy.

Sunday, November 14, 2010

2005-2010

Ludzie są jednak ślepi.
Tak samo jak nie jestem w stanie rozmawiać o sytuacji kobiet w Afganistanie z osobą, która nie wie gdzie leży Afganistan, tak samo nie mogę rozmawiać o polityce z osobami, które swoją wiedzę opierają na Faktach lub Wiadomościach.
Historia Polski w ostatniej dekadzie ma kilka punktów krytycznych i jeden naprawdę wielki dzisiaj nieco zapomniany. Nie powiem, że byłem w pełni świadomy w tematach około politycznych, kiedy miałem 15 lat, ale z całą pewnością coś tam rozumiałem. Pamiętam pierwszą wojnę na żywo w historii polskiej telewizji (tj. Irak) i pamiętam jak zaznaczałem sobie w kalendarzu pisakiem, kiedy rozpoczęła się cała operacja, kiedy wojska amerykańskie podeszły pod Bagdad, jak Saddam ukrywał się jeszcze dłuższy czas po zakończeniu działań. Pamiętam jak Miller mówił Ziobrze, że jest zerem. Jest jednak jedno wydarzenie, o którym zapomniano, o którym dzisiaj mało kto wspomina. Mało kto dokonuje analizy polskiego społeczeństwa przez jego pryzmat.
W roku 2005 byłem „zwolennikiem” (wiecie to głupio brzmi w odniesieniu do piętnastolatka) Platformy Obywatelskiej. Skorumpowany i całkowicie zdyskredytowany rząd lewicy upadał zostawiając bardzo dużo miejsca na scenie politycznej. [Mała ciekawostka, SLD w tych wyborach, kiedy było na przysłowiowym dnie uzyskało 11% czyli 2% mniej niż w ostatnich – stąd dziwi hurraoptymizm lewicujących mediów.] Chętnych do przejęcia mandatów po rządach postpezetpeerowskich polityków było wielu, nabywców czterech. Prawo i Sprawiedliwość, centroprawicowa partia założona przez kompetentnych konserwatystów. Platforma Obywatelska, liberalna, fachowa i nowoczesna frakcja. Poza tym kuriozalna Samoobrona i niemniej oryginalna LPR. Do tego oczywiście PSL, o którym od dwudziestu lat wiadomo tylko tyle, że jest. Tak to wyglądało w 2005 roku. Pełni nadziei Polacy poszli do urn, wtedy liczyliśmy na POPiS [Word podkreślił mi to jako błąd!] koalicje dwóch największych partii szeroko pojętej prawicy. W tamtym okresie dla wszystkich było oczywiste, że różnice programowe między tymi frakcjami są kosmetyczne i nie będzie problemów. Niestety okazało się, że wygrała partia bliźniaków Kaczyńskich, dla pewnej siebie Platformy pójście na ustępstwa przy budowie koalicji były niedopuszczalne.
Przez następne 2 lata politycy PO dawali ciche przyzwolenie na szydzenie z elektoratu PiS, sami pozwalali sobie na uszczypliwości wiele razy poniżej granicy jakiegokolwiek dobrego smaku. Powstała koalicja trzech partii, które nie miały ze sobą wiele wspólnego. Zapewne część z was żyje w przekonaniu, że LPR to w zasadzie nieco bardziej radykalne skrzydło PiS. Może i tak, jednak trudno znaleźć argumentacje, która byłaby mnie w stanie do tego przekonać jeśliby wziąć pod uwagę, że do dzisiaj nie odbył się żaden masowy exodus członków mniejszej partii do większej, co byłoby zgodne z logiką. W tym momencie ja wciąż byłem jednak za Platformą, która dla mnie uzyskała status partii poszkodowanej przez los. Naiwnie wierzył w słowa liderów opozycji, którzy każdą najmniejszą gafę szeregowego członka PiS potrafili rozdmuchać do rozmiarów tragedii narodowej, którzy straszyli nas współczesnym faszyzmem – kaczyzmem, którzy potrafili obrócić skorumpowanych urzędników w ofiary gry politycznej. Łzy posłanki Sawickiej ukryły całkowicie fakt przyjęcia przez nią łapówki. Nagle wszyscy widzieli w niej kobietę, która została uwiedziona przez czarującego agenta CBA. 50 tysięcy, które zainkasowała tłumaczone było miłymi SMSami i kwiatami. Wtedy ta argumentacja do mnie trafiała, wtedy wierzyłem, że PiS podstępem podszedł biedną kobietę. Dzisiaj potrafię sobie zadać trud i pomyśleć, a nie tylko słuchać dźwięków z telewizora. Dzisiaj wiem, że niezależnie czego by nie zrobił ten agent to poseł jest posłem, wybieranym przez społeczeństwo i biorąc 50 tysięczne łapówki nie wykonuje swojej pracy należycie.
W tym okresie stało się też coś strasznego, coś czego można było uniknąć. Tusk odmawiając Kaczyńskiemu koalicji wiedział co robi z punktu widzenia rachunku politycznego, zdawał sobie sprawę, że osamotniony PiS nie będzie w stanie skutecznie rządzić, bo tworząc rząd mniejszościowy wyjdzie jako skrajnie nieskuteczny, a w absurdalnej koalicji prędzej czy później zacznie dochodzić do pęknięć i kompromitacji. Plan Tuska wydawał się być idealny, nie przewidział jednak nikt w PO drugiej strony medalu.
Naśmiewając się z elektoratu PiS, zrównując go do moherowych babć, dając przyzwolenie na skandaliczne uproszczenia w telewizji, którą PO ma za sobą, doszło – bo dojść musiało – do podzielenia się Polaków. Na tych, którzy czuli się odrzuceni przez partię, która od 2007 roku rządzi i na tych, którzy są przeciwko ciemnocie i zacofaniu. Wyborcy Kaczyńskich w ciągu dwóch lat z konserwatystów stali się faszystami. Nagle okazało się, że ci wszyscy ludzie, którzy interesowali się polityką dłużej niż 5 lat i pamiętali wszystkie wpadki i niedotrzymane obietnice Tuska z lat 90 są słuchaczami Radia Maryja. Nie było już drogi odwrotu wszystko zaczęło się kręcić. PO zdało sobie sprawę jak wiele jest w stanie ugrać, kreując negatywny wizerunek PiSowi, wielu ludzi nie chciało być kojarzonych z ciemnogrodem i zabobonami toruńskimi uciekło z grona wyborców Kaczyńskich. W ciągu dwóch lat okazało się, że partie, które miały być twórcami największej koalicji III RP nie mają ze sobą nic wspólnego. Z tej perspektywy nie dziwi mnie absolutnie podzielenie Polaków, elektorat Kaczyńskiego jest mniejszy, czuje się bardziej zagrożony staje się głośniejszy. Elektorat PO powoli rozrasta się do olbrzymiej rzeszy wyborców, którzy często interesują się polityką jak mój pies astronomią, ale czują potrzebę spełniania obywatelskich obowiązków gdzieś pomiędzy pierwszą edycją „Mam talent” a siódmą „Tańca z gwiazdami”. Nie żeby coś, ale kiedy rozmawiam z kimś o polityce i pytam czemu głosował na PO najczęściej słyszę odpowiedź „Bo za PiSu to się kłócili”. Dzisiaj jesteśmy na tym stopniu absurdalności poruszanego przeze mnie zagadnienia, że nikogo nie dziwi, iż liberalna Platforma podwyższa podatki, które obniżała konserwatywno socjalna ekipa Kaczyńskiego. I z takich absurdów można by się śmiać godzinami, tylko, że osoby, które mają olej w głowie widzą, że coś jest nie tak. Stwierdzenie „Jestem dumny, że jestem Polakiem” nagle stało się wypowiedzią skrajnie nacjonalistyczną. Kilka dni temu w Warszawie mieliśmy dwa marsze jeden organizowany przez ONR, a drugi przez środowiska skrajnie lewicowe. Ktoś może zarzucać, że Marsz Niepodległości był faszystowskim zrywem. Mnie interesuje jedno, jak to możliwe, że ta bezmózga prawicowa hołota, która najchętniej by zabiła wszystkich nie-Polaków zrezygnowała za starcia, z nielegalną kontrmanifestacją, która tak naprawdę nie służyła niczemu. Można też dopisywać różnorakie motywy marszowi organizowanemu przez ONR natomiast stwierdzenie, że to miało mieć charakter faszystowski jest grubą przesadą. Po pierwsze widziałem część ludzi, którzy brali w nim udział i to SERIO nie było zbiegowisko głodnych opierdalania ryjów murzynom skinheadów. Po drugie tych ludzi było dużo, było ich bardzo dużo, na tubie jest filmik jak ta manifestacja idzie i idzie i tak przez 7 minut. Gdyby ci ludzie chcieli, mieli takie motywy mogliby bez problemu zdezorganizować życie miasta, niszczyć wystawy sklepowe, podpalać budynki, przerwać kordon policji oddzielających ich od ludzi, którzy przyszli tylko w jednym celu, przeszkodzić im. Z jakiś dziwnych przyczyn tego nie zrobili, dlaczego? Bo może przyszli tylko pokazać, że są dumni z tego, że są Polakami?
Niestety żyjemy w czasach, kiedy gdy ktoś odmawia gejom ich praw jest uznawany za zabobonny ciemny lud. Kiedy ktoś wychodzi na ulice 11 XI w dzień tak naprawdę jednego z dwóch wielkich świąt o charakterze narodowym żeby zamanifestować swoją przynależność do narodu zostaje wrzucony do jednego worka ze skrajnymi nacjonalistami. Żyjemy w kraju, absurdów człowiek niegłosujący na PO czy SLD musi się tłumaczyć w towarzystwie dlaczego popełnia taki czyn. W Ameryce nikt nie widzi niczego złego w tym, że sąsiad ma flagę państwową przed domem cały rok, w Wielkiej Brytanii Szkoci dbają o swoją odrębność i nikt na nich psów nie wiesza. Natomiast u nas… cóż mam wrażenie, że wiersz „Kto ty jesteś? Polak mały” będzie niedługo w jakimś zbiorze ksiąg zakazanych.
Żeby była jasność ja nie czuję wielkiej dumy z bycia Polakiem, raczej się pogodziłem i nie kryje się z tym pod płaszczem terminów „kosmopolita/obywatel świata”. W haśle Bóg, Honor, Ojczyzna żadne z trzech słów nie jest mi specjalnie bliskie. Natomiast chodzi tu o fakt, iż wojna polsko-polska wybuchła nie przez rząd PiS, a przez niedojście do koalicji Tusk – Kaczyński. Można by powiedzieć, że wina za to leży po stronie poprzedniej władzy, ale przecież ilość i priorytetowość resortów jakie dostały LPR i Samoobrona pokazały jasno, że ze swojej strony PiS był skory do ustępstw. To Platforma sprawiła, że ludzie uwierzyli, iż ich psujący się samochód, sikający w domu pies, czy wygazowane piwo są winą Kaczyńskich. To ludzie Tuska sprawili, że obywatel Polski mówiący o narodzie staje się faszystą, a o potrzebie chodzenia do kościoła ambasadorem rydzykowej ciemnoty. I w końcu to ci, którzy są teraz u władzy sprawili, że my dzielimy się na lepszych i gorszych, a nie dzieli nas wykształcenie, miejsce urodzenia czy preferencje kulinarne. Dzieli nas tylko krzyżyk przy urnie w kratce wyżej lub niżej.

Tuesday, October 19, 2010

19X2010

19 października 2010 roku bez problemu mógłby zapisać się na kartach historii polskiej polityki. Mógłby, ale się nie zapisze. Zakładam, że część was jeszcze nie do końca wie co się stało. Zacznijmy może od początku.
Wstęp.
10 kwietnia dochodzi do katastrofy pod Smoleńskiem. Do dziś nikt nie jest w stanie wykluczyć żadnej teorii „dlaczego?” . Strona rosyjska zachowuje się dziwnie, podaje sprzeczne informacje, nie chce udostępnić kontrolerów „wieży” do przesłuchania dla polskich prokuratorów, podsyła kilku różnych ludzi, którzy mieli kręcić słynny już filmik , na którym rzekomo można było usłyszeć jakieś głosy czy strzały. Polska strona również nie do końca ogarnia sytuację, oddaje całkowicie śledztwo stronie rosyjskiej i umywa ręce. Ciekawie prezentuje się tu konkluzja do jakiej doszedł Ludwik Dorn. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, Nicholas Sarkozy wraz z ministrami, albo premier Zapatero wraz z ministrami, ALBO Berlusconi, nie ważne. Wyobraźmy sobie, że głowa jakiegoś zachodniego państwa umiera w katastrofie lotniczej, czy w takim momencie Francja, Hiszpania, Włochy (etc.) oddają śledztwo w ręce państwa na terenie, którego doszło do katastrofy np. Polsce. Ja nie jestem w stanie ogarnąć granicy absurdu jaka zostałaby przekroczona gdyby pod Poznaniem rozbił się Sarkozy i władze francuskie stwierdziłyby „spoko Polacy, róbcie swoje”. Nie wierzę w teorie spiskowe natomiast nasz rząd w imię stosunków z Moskwą poszedł na karygodne ustępstwa.
Rozwinięcie.
Pod pałacem prezydenckim harcerze ustawiają krzyż. Pod krzyżem gromadzą się na początku wszyscy, dla wszystkich to była tragedia, dzisiaj może jest już niemodnie się do tego przyznawać, ale jednak niecodziennie w jednej chwili umiera para prezydencka, dowództwo wojska i kilku wielkich polityków – to była katastrofa i tego nikt nie jest w stanie podważyć. Z czasem jednak krzyż zaczyna żyć własnym życiem. Staje się on dla wielu ludzi (nie dla mnie) symbolem walki z władzą. Na całym zamieszaniu zyskują – prawie – wszyscy. Lewica podnosi burzę wokół wpływu kościoła i religii, PiS po przegranych wyborach zaczyna konsolidować twardy elektorat, który jest niezbędny do wygrania wyborów samorządowych, w których frekwencja jest zazwyczaj niższa, natomiast PO ma kolejny pretekst dla tuszowania swojej polityki nic nie robienia. Kiedy Tusk i jego frakcja dochodzili do władzy, dochodzili do niej postulatami wprowadzenia podatku liniowego, zmniejszenia liczby posłów i ograniczeniu biurokacji. Jak jest dzisiaj? Platforma podnosi VAT, który jak wiadomo uderzy najbardziej w ludzi najbiedniejszych, planuje nałożenie VATu na książki, gdyż „jesteśmy jednym z ostatnich krajów UE, u którego go nie ma”. Minister Rostowski dopuszcza się kreatywnej księgowości np. nie wliczając długów ZUSu do długu państwa etc. Oczywiście Platforma może się chełpić, że nasz kraj jest zieloną wyspą, co innego jednak jeśli jest nią dzięki „małym wałkom” pana Rostowskiego. PO może się chełpić, że nie ugięła się pod presją i nie wprowadziła pakietów antykryzysowych, natomiast szkoda, że nikt nie wspomina o tym, iż w tej chwili będziemy mieć największy deficyt budżetowy w swojej historii. Oczywiście wszystkie te fakty można było zamieść pod dywan tak długo jak był krzyż pod pałacem. Polityka PO od lat jest niezmienna, straszenie ludzi nową odmianą faszyzmu, czyli kaczyzmem. Można podnieść podatki, można przez 3 lata nie wprowadzić żadnej wielkiej ustawy (ze wszystkich dotychczasowych prezydentów Lech Kaczyński zawetował najmniej ustaw), można wszystko jeśli ma się za sobą odpowiednie media, apatyczną inteligencje i bezrefleksyjną masę młodych ludzi, dla których głosowanie na „Kaczorów” jest po prostu obciachem. Krzyż był potrzebny wszystkim, TVN pokazywało go jako miejsce spotkań wszystkich faszystów, nacjonalistów, ciemnych ludzi naszego kraju, a rząd korzystał. Na przykład nie było żadnej afery wokół tego, iż premier głosował 3 razy przy uchwalaniu 1232 ustaw.
Zakończenie.
Jan Klusik modlił się pod krzyżem, kiedy jeden z przeciwników tego – jak to określił premier Tusk – happeningu kopnął go w klatkę piersiową. Jan Klusik zmarł 25 września. 19 października ktoś wpadł do siedziby łódzkiego PiSu i śmiertelnie postrzelił jedną osobę, a drugą ciężko ranił, wychodzi z niego z okrzykami o „zabijaniu pisowców”. Parafrazując Dorna, wyobraźmy sobie sytuację, w której zwolennik PiSu wpada do siedziby PO i zabija jej pracownika. To może być jak mówi Jarosław Kaczyński „finał kampanii nienawiści”, albo jak pisze redaktor Ziemkiewicz „kolejny jej etap”, po tym jak TVN pokazał zakłamaną wypowiedź prezesa PiSu, a Rada Etyki Mediów stwierdziła, że wszystko było w porządku i nie ma mowy o żadnych zakłóceniach. 16 grudnia 1922 roku po nagonce ze strony endecji zostaje zabity prezydent Narutowicz. 19 październik 2010 roku również mógłby się wpisać do historii. Natomiast pewnie zostanie zapomniany. W Faktach na TVNie był wielki reportaż o in vitro, a w szkle kontaktowym pewnie będą wyśmiewać się z wypowiedzi prezesa PiSu. Sprawy nie ma.
PS
Nie jestem zwolennikiem Kaczyńskiego, jestem przeciwnikiem Tuska.

Sunday, September 26, 2010

Daft Punk (ale nie o muzyce)

Wszyscy jesteśmy tacy sami. Chodzimy w te same miejscówki, mamy te same problemy z rodzicami. Upijamy się tymi samymi alkoholami, jaramy to samo gówno. Te same rzeczy sprawiają, że jesteśmy jeden krok bliżej rzygania. Wymiotujemy tak samo, w tych samych miejscach, w kiblu, w lesie, do koszy na śmieci. Słuchamy tej samej muzyki i narzekamy na chujową muzykę, której słuchają inni. Wszyscy udajemy, że czytamy te same książki. Oglądamy te same filmy i jaramy się na te same cytaty z nich „Choose a family. Choose a fucking big television”. Wszyscy narzekamy na te same rzeczy. Denerwuje nas polityka i wszyscy mówimy, że nie mamy na kogo głosować. Wszyscy mieliśmy identyczne magiczne dzieciństwo przed blokiem, z Królem Lwem, skakaniem z huśtawek i rzucaniem się mirabelkami czy innymi kamieniami. Wszyscy wiemy czym różni się diplodok od raptora. Wszyscy twierdzimy, że jedna rasa to ludzka rasa, że ludzie są tacy sami i wszyscy wierzymy w to, że jesteśmy przy tym oryginalni. Wszyscy prowadziliśmy kiedyś bloga, obserwowaliśmy osoby, które się nam podobają na przerwach i na portalach społecznościowych. Studiujemy te same chujowe kierunki. Tak samo przesuwaliśmy kasety VHS po obejrzeniu filmu, sramy tym samym gównem, w tej samej pozycji i wszyscy mamy identyczną plamę na papierze, kiedy się podcieramy. Gramy w te same gry, jemy te same hamburgery w tych samych fast foodach, popijamy je identyczną kolą z lodem w proporcji, kurwa, 50 na 50. I zawsze kiedy prosimy, mniej lodu, dostajemy go kurwa tyle samo. Wszyscy czekamy na ten sam piątek, w który tak samo się upijemy i z tym samym kacem będziemy się budzili pisząc do innych „kurwa, ale było”. Narzekamy na to, że liceum się skończyło. Wszyscy mamy znajomych, którzy wyglądają jak konie, chodzą w kostce, mimo że gimnazjum się skończyło i słuchają Piotra Roguckiego. Wszyscy musimy wysłuchiwać pierdolenia o tym, że prawo jazdy jest niezbędne do życia i lepiej je zdać teraz, kiedy jest się młodym. Wszyscy rodzice, którzy palą jebią nas żebyśmy nie palili, robili w naszym wieku dokładnie to samo. Wszyscy jaramy się na te same dupy, narzekamy na wczesne wstawanie i wiemy, że za kilka lat po imprezie łapiąc się za głowę zostanie nam w garści trochę włosów. Każdy z nas dałby sobie odjebać dwa palce przy stopach za przepiękne Porsche. Wszyscy co są już w klasie maturalnej stwierdzą, że w chuj takiego bełkotu nie czytali nigdy, a wszyscy co jeszcze nie drżą o swoją maturę pomyślą, że dobry wpis w chuj. Każdy z was po przeczytaniu tej notki stwierdzi, że kurwa on wcale tak nie ma, każdy z was czytając powyższe zdanie pomyśli, że to raczej oczywiste, bo nie wszyscy jesteśmy tacy sami. Fakt jest taki, że jakimś dziwnym trafem to ja jestem lepszy.

Monday, September 13, 2010

50 Płyt Wszech Czasów - Ranking Wielki Jak Cholera

Idąc za ciosem wielkich podsumowań, rok temu mieliśmy 30 zespołów eva' (skład już się lekko przeterminował co prawda, ale było). Na początku nowej dekady natomiast proponuję wszystkim 50 płyt wszech czasów. Krótka piłka, nie znasz ich? Nie mamy o czym rozmawiać! Ja wiem, że zaraz się pojawi, jakiej płyty zabrakło, czemu to wyżej od tego, nvm. Układając ranking dałem sobie tylko jedno ograniczenie, krzywdzące dla niektórych zespołów, band nie może być reprezentowany przez mnogą liczbę płyt, stąd odczuwalne braki: Kid A, Revolver, Autobahn czy Wish. Wybaczcie i czytajcie.

50. Lily Allen - It's Not Me, It's You [2009]
49. Depeche Mode - Violator [1990]
48. Renton - Take Off [2008]
47. Madness - Absolutely [1980]
46. Oasis - (What's the Story) Morning Glory? [1995]
45. U2 - War [1983]
44. The Horrors - Primary Colours [2009]
43. Muchy - Terroromans [2007]
42. Bloc Party - Silent Alarm [2005]
41. The Pains of Being Pure At Heart - The Pains of Being Pure At Heart [2009]

40. Bjork - Homogenic [1997]
39. Nirvana - MTV Unplugged In New York [1994]
38. The Strokes - Is This It [2001]
37. Cut Copy - In Ghost Colours [2008]
36. David Bowie - Low [1977]
35. The Rapture - Echoes [2003]
34. Toro Y Moi - Causers of This [2010]
33. The Car Is On Fire - Lake & Flames [2006]
32. The Clash - Combat Rock [1982]
31. Daft Punk - Discovery [2001]

30. Air - Moon Safari [1998]
29. Sex Pistols - Never Mind the Bollocks, Here's the Sex Pistols [1977]
28. The Jesus And Mary Chain - Psychocand [1985]
27. Franz Ferdinand - Franz Ferdinand [2004]
26. LCD Soundsystem - Sound of Silver [2007]
25. Slowdive - Souvalki [1993]
24. Cocteau Twins - Treasure [1984]
23. The Velvet Underground - The Velvet Underground & Nico [1967]
22. Blondie - Parallel Lines [1978]
21. Afro Kolektyw - Połącz Kropki [2008]

20. Lenny Valentino - Uwaga Jedzie Tramwaj [2001]
To bodaj najbardziej poruszająca polska płyta jaka kiedykolwiek powstała i chyba nikt się nie spodziewał, że teksty na taki krążek mógł napisać człowiek, który wśród strzelców wyborowych byłby ślepcem. No bo nie oszukujmy się, tyle razy ile w Myslovitz Rojkowi jakiś liryk wyszedł to było przy nim już pięć następnych fatalnych, przykład z "Miłości W Czasach Popkultury": "Ale ja nim mnie pożre lęk /Strzelę sobie w łeb w tą piękną noc /I znów zdławię pusty śmiech /Strzelę sobie w łeb /Już odbezpieczam następną butelkę" - czyli, że porażka. Nie zawodzą za to instrumentaliści z Maćkiem Cieślakiem na czele, wytwarzając klimat, który wspaniale uzupełnia się z pełnymi nostalgi słowami o dzieciństwie. Czasami sobie tak myślę, może lepiej, że Lenny Valentino zostawiło po sobie ledwie jeden krążek, to jeszcze bardziej dodaje mu tajemniczości i niezwykłej atmosfery towarzyszącej każdemu przesłuchaniu. No i wycisnęli z konceptu wszystko co najlepsze.
Najlepszy instrumental: Dzieci 2

19. M83 - Saturdays = Youth [2008]
Co ciekawe na podstawie miejsca 19 i 20 można zrobić małą historyjkę, bo jeśli Lenny Valentino wyczerpują temat dzieciństwa, to Gonzalez z tym samym wirtuozerskim kunsztem oprawia w muzyczne ramy tematykę wakacji i nastoletniej miłości. Do tego wskrzeszanie ducha shoegazu spod znaku Cocteau Twins, wokal Kibby, która z właściwą sobie aparycją piętnastolatki przekonuje nas, że chce być grobem czekający na kogoś kto go pokocha. To jedna z lepszych płyt minionej dekady, na której Anthony Gonzalez, bo tak właściwie to "jego płyta" dosięgnął swojego małego absolutu i tylko żal, że grali w Gdyni a nie w Mysłowicach...
Najlepsza piosenka będąca ciekawym rozwinięciem innej piosenki: Kim and Jessie

18. Pavement - Slanted and Enchanted [1992]
Pavement to uosobienie wszystkich cnót amerykańskiego indie. Z jednej strony słychać ten garaż, coś jakby brak warsztatu, a z drugiej bije po uszach ta melodyjność i radość z grania. No a poza tym nie ważne czy Pitchfork przesadza czy nie to 10.0 nigdy piechotą nie chodzi. To płyta, której nie można nie docenić, zespołu, który nie może wzbudzać innych skojarzeń jak tylko pozytywne.
Najlepsza piosenka poniżej dwóch minut: Two States

17. Sonic Youth - Daydream Nation [1988]
Już od pierwszych dźwięków nie mamy wątpliwości, że obcujemy z płytą nietuzinkową. Potwierdzają to kolejne sekundy openera i wszystkie późniejsze piosenki. Niezwykła energia, ta sama radość z grania, która żyje w muzyce Pavement, żyje również u Soniców, choć nie zawsze jest tak oczywista, chowa się pod zgiełkiem gitar by uśpić naszą czujność i otworzyć nam oczy w najbardziej niespodziewanym momencie, kiedy idziesz do warzywniaka, na tramwaj czy siedzisz przed komputerem.
Najlepszy opener: Teen Age Riot

16. New Order - Technique [1989]
Jeśli New Order udało się nagrać mechaniczne i smutne disko pt. Blue Monday w ponurym Manchesterze to możecie sobie wyobrazić co udało im się zmajstrować, kiedy północną Anglię zamienili na Ibizę. Album zaczyna się wersem "You're much too young to be a part of me", który skądinąd świetnie koresponduje z tekstem, piosenki tytułowej z debiutu Happy Mondays, a ci w końcu było nie było, nagrywali dla jednej stajni i byli z jednego miasta. New Order jak żadna inna kapela nie łączyli w ten sposób muzyki rockowej z dyskotekową, a dzisiaj są jedną z najbardziej wpływowych kapel dla anglosaskiej sceny gitarowej, nawet jeśli raz wychodzi z tego Cut Copy a raz koszmarek Delphic.
Piosenka o najprzyjemniej kojarzącym się tytule: Love Less

15. The Stone Roses - The Stone Roses [1989]
Podobno to najlepszy w dziejach brytyjskiej muzyki debiut, nie mam pojęcia czy faktycznie tak, natomiast nie będzie już w moim rankingu płyty, która będąc wyspiarskim debiutem byłaby wyżej. Szczerze mówiąc słyszałem tak negatywne opinie na temat wszystkiego związanego ze Stone Roses muzycznie po tym krążku, że nie odważyłem się sięgnąć już po żaden inny, no prócz solowego Browna (co swoją drogą tylko potwierdziło wyjątkowość omawianego wydawnictwa). Kupując album warto rzucić okiem czy mamy do czynienia z wersją US, ta zawiera jeszcze genialne Fools Gold. No i podobno Gallagher (chuj wie, który) postanowił po koncercie Stone Roses, promującym tę płytę, zostać muzykiem!
Najlepsze trzy piosenki z brzegu: I Wanna Be Adored, She Bangs The Drums, Elephant Stone

14. Max Tundra - Parallax Error Beheads You [2008]
Ben Jacobs ma 150 wzrostu i jakieś 150 pomysłów na ułamek sekundy. Ten karzełek na koncercie robi wszystko skacze obok klawiszy, tańczy pod ścianą, wyciąga dziwne instrumenty i śpiewa z kartki. Po koncercie rysuje swoim fanom sowy na koszulkach, żeby wyglądały na takie same jak te, które on sam sprzedaje. Dosyć jednak o personie, pomówmy o muzyce, a ta jest... i w tym momencie zaczyna mi brakować słów w jakie mógłbym ubrać twórczość Jacobsa. Może coś takiego: MfkdjhffsdSDFSfweuwnfsdfFsdfnwidjDGDFGSDFOSDfbsdbahbdhWESDdj? Posłuchajcie sami.
Najromantyczniejsza piosenka: Until We Die

13. The Smiths - The Queen Is Dead [1986]
Tak przy romantykach jak jesteśmy. "They were born /And then they lived and then they died /Seems so unfair /And I want to cry", "And if a double-decker bus /Crashes into us /To die by your side /Is such a heavenly way to die" czy "And now I know how Joan of Arc felt ". Morrissey na wysokości tego albumu był kimś w stylu mistrza świata? Biorąc pod uwagę, że to ostatni krążek Smithsów, to ogarnia człowieka żal, że zespół nigdy nie postanowił nagrywać dalej razem by kontynuować wznoszącą tendencję.
Piosenka, której lepiej nie coverować: Bigmouth Strikes Again

12. Interpol - Turn On The Bright Lights [2002]
Bardzo lubię debiut Interpol, na co wskazuje ten ranking. Uwielbiam go za jego działanie na zmysły, kiedy słuchając "Untitled" zawsze odczuwam wielkomiejską atmosferę, kiedy w "PDA" osiągają szczyt kopiowania Joy Division robią to jednocześnie dobrze i bez utraty twarzy. Na niekorzyść krążka działa czas, a właściwie jego wpływ na autorów tego skądinąd dziejowego albumu. Dzisiaj wiedząc co zaczęło się dziać od drugiej płyty i wiedząc jak skończyło się to na czwartej coraz trudniej jest oderwać debiut od kontekstu i autentycznie się nim zachwycić.
Piosenka, która najlepiej pomaga wybrać imię dla córki: Stella Was a Diver And She Was Always Down

11. Primal Scream - Screamadelica [1991]
Proroczo rozpoczyna się ten krążek, od wersów "I was blind, now I can see". Ten album jest przesiąknięty narkotykami, wizjami i tak dalej. Praktycznie do każdej piosenki pasuje przymiotnik hipnotyzująca. Screamadelica powinna być na wystawkach w sklepach z dopalaczami. To jedyna płyta, która powinna być sprzedawana na gramy. Plotka głosi, że każdy track jest hołdem dla innego narkotyku.
Najlepsza piosenka, w której użyto samplu z filmu: Loaded

10. Animal Collective - Strawberry Jam [2007]
Nie wiem ile prawdy jest w stwierdzeniu, że w drugiej połowie lat 00 wystarczyło w tagach mieć coś z folkiem żeby na Porcysie dostać powyżej 6.5, wiem natomiast, iż Strawberry Jam to zjawiskowy album z cyklu tych, które rzadko się zdarzają. Animale byli swoją drogą w drugiej połowie minionej dekady takimi Beatlesami, takimi Radiohead z pierwszej połowy tej samej dekady, oni nie nagrywali rzeczy słabych, każda EPka, każdy pełny album wnosiły świeżość i dopisywały nową jakość w muzyce. Najwyżej zanotowany amerykański album na mojej liście.
Piosenka z najlepszym otwarciem: Peacebone

09. Happy Mondays - Pills'n'Thrills And Bellyaches [1990]
"Son, I'm 30 I only went with your mother 'cause she's dirty". Shaun Ryder niewątpliwie jest najlepszym poetą od czasów Yatesa, a Bez najlepszym tancerzem w ogóle. Happy Mondays zniszczyli Factory Record, ale zanim to nastąpiło wydali też album, który idealnie oddawał ducha przełomu lat 80 i 90 w brytyjskiej muzyce gitarowej i zmuszał do poważnego potraktowania Manchesterskiego Madchesteru, bo niezależnie od tego co pierdolił Ian Brown, on istniał i był zjawiskiem.
Najlepsza piosenka z teizmem w tle: God's Cop

08. Cool Kids Of Death - Cool Kids Of Death [2002]
Pomimo, że to Afrojax jest najlepszym polskim tekściarzem, że to Lenny Valentino stworzyli najbardziej przejmujący album na naszym podwórku, czy tego, iż to Renton nagrali hymn rodzimego niezalu to Cool Kids Of Death wydali najciekawszą płytę. Uciekając się do taniego buntu, bawiąc się wizerunkiem i flirtując z mainstreamem, CKOD nigdy nie przeskoczyli poprzeczki, którą postawili sobie swoim debiutem, a postawili ją zajebiście wysoko. Czerpiąc z najlepszych wzorców zza granicy dołożyli do tego swój bezczelny wizerunek i pierwiastek słowiański, taki właśnie jest przepis na najlepszą polską płytę wszech czasów.
Najlepsza piosenka, która balansuje na krawędzi między Love a Hate: Uważaj

07. Blur - Parklife [1994]
W latach 90, żaden inny zespół nie wydał tylu dobrych piosenek co Blur. Żaden inny wykonawca przez tyle sezonów nie miał tak równej formy. Chciałoby się rzec, że Blur grał jak nigdy, a przegrywał jak zawsze, bo po całej dekadzie, kiedy Albarn, Coxon i spółka byli na szczycie w głowie szarego obywatela pozostało tylko, zajebiste skądinąd "Song 2", a krytycy i tak wolą MBV i Radiohead. To były czasy, moi drodzy 6 równych albumów, z wielką trójcą Parklife, Blur, 13 no i wieńczący wszystko Think Thank z 2003. Jednak mój wybór padł na pierwszy z wymienionych, który najlepiej oddaje pogodnego brytyjskiego ducha Blur, co by nie było to wycisnęli wtedy wszystko z tego całego britpopu, a i tak wykraczając daleko poza niego, uwypuklają to zresztą kolejne albumy.
Najlepsza piosenka dla dziewczyny i chłopaka: Girls & Boys

06. Kraftwerk - Die Mensch Machine [1978]
Niemiecki jedynak w całej 50 dorobił się wysokiej pozycji na liście albumów wszech czasów nie tylko za zasługi, broń boże. Dorobił się jej dlatego, że nagrywał taśmowo zajebiste płyty, a szukanie słabych piosenek Kraftwerk to jak szukanie Yetiego. Die Mensch Machine to w mojej opini szczytowe osiągnięcie Dusseldorfczyków (?). Brak słabych czy chociaż zbędnych sekund, atmosfera odhumanizowania i poczucie towarzyszenia z czymś dziejowym, z czymś DZIEJOWYM.
Najlepsza piosenka do nocnych podróż tramwajami: Neonlicht

05. The Beatles - Sgt. Pepper's Lonley Hearts Club Band [1967]
Beatles to najważniejszy, najbardziej wpływowy zespół wszech czasów, a Sierżant Pieprz to jeden z najlepszych albumów muzyki pop. W większości tego typu rankingów, zajmuje pierwsze pozycję, a więc chyba nie muszę niczym tłumaczyć jego wysokiego miejsca i u mnie, czyż nie?
Najlepsza piosenka: Within You Without You

04. Radiohead - Amnesiac [2001]
Ostatecznie nie miałem wątpliwości, że jeśli jakiś krążek Radiohead ma być u mnie w rankingu to musi to być Amnesiac. Jak żaden inny w dyskografii Oxfordyczków łączy z sobą ich dwie dusze, gitarową i elektroniczną, wyciskając z obu to co najlepsze, nagrany w szczytowej formie. Spójny a jednak dość eklektyczny, no bo jak? Z jednej strony Pyramid Song, z drugiej Knives Out, a wszystko wieńczy Life In a Glass House.W mojej opinii jedyny album tak pełnie definiujący i na tak wysokim poziomie całość Radiohead.
Najoczywistszy przejaw geniuszu Radiohead: Like A Spining Plate

03. My Bloody Valentine - Loveless [1991]
Szczytowe osiągnięcie Shoegazu, najwspanialszego gatunku muzycznego. Niezależnie od tego czy tworzyło się przed czy po MBV, kolejne krążki shoegazu zawsze były porównywane do Loveless i zawsze przegrywały, Slowdive, Ride, Chapterhouse, Cocteau Twins, czy ostatnio M83 i Pains of Being Pure At Heart, żaden z tych zespołów nie zbliżył się do Loveless. Powiedzmy sobie szczerze i otwarcie, Loveless to już bardziej dzieło sztuki niż jeszcze zwyczajny album rockowy. Zawiera w sobie całe to piękno, którym naznaczone są inni np. Treasure, Saturdays = Youth, Souvalki, ale jest jednocześnie dużo bardziej oczywiste, niepodlegające dyskusji. Zapomniałem wspomnieć, że to najromantyczniejsza rzecz jaka powstała i nie chcę ograniczać tego tylko do kategorii muzyki.
Najbardziej niepodważalny dowód na powyższy tekst: When You Sleep

02. Joy Division - Closer [1980]
Tymczasem na drugim miejscu mamy album, do którego słowo piękno również pasuje, ale to inne piękno niż w przypadku Loveless. Piękno napiętnowane autodestrukcją i depresją. Hooky i Bernard tworzyli świetną muzykę kiedy byli New Order, ale zanim to się zaczęło był jeszcze Curtis. Nie ma sensu przytaczać tu całej biografii Curtisa i historii Joy Division. Ten album jest głęboki, wielowarstwowy i w pewien sposób nieśmiertelny. Nie mam pojęcia czy ktoś prowadził kiedyś badania na temat tego przy jakiej płycie najczęściej licealiści popełniają samobójstwo, ale daje stówkę, że to właśnie Closer.
Najlepsza ostatnia piosenka na płycie: Decades

01. The Cure - Disintegration [1989]
Disintegration to najlepszy album w historii, dlaczego? Łączy ze sobą piękno miejsca trzeciego ze szczyptą posępności miejsca drugiego. Disintegration to szczytowe osiągnięcie lat 80, które skupiło w sobie całą tamtą dekadę jak w soczewce, przygnębienie wiejące z początku (the Cure, Joy Division, Bauhaus) z pięknem i eteryczną atmosferą charakterystyczną dla np. Cocteau Twins i całego takiego "protoshoegazu". Jest ona idealnym wyjściem Roberta Smitha z jego poszukiwań trwających całe 10 lat od nagrania pierwszej płyty. Osiem krążków musiał nagrać wraz ze swoją gromadką żeby stworzyć dzieło kompletne i skończone. The Cure to jeden z tych zespołów, które zawsze działały między mainstreamem a niezalem i może dlatego Disintegration nigdy nie dostała tego na co zasłużyła od strony krytyków muzycznych.
Najsłabsza piosenka: Love Song