Spośród tematów do rozmów są te bardziej przyjemne, kiedy rozmawiamy z kimś o Ferrari czy Porsche, których najprawdopodobniej i tak nigdy nie będzie dane nam poprowadzić, ale które wszyscy uwielbiamy i stanowią rozrywkę samą w sobie ze względu na ich niezaprzeczalne piękno. Są też tematy mniej przyjemne, jak na przykład nieustająca irytacja, że żyjemy w kraju, gdzie początkujący przedsiebiorca musi zmagać się z obciążeniem podatkowym tak wielkim, że szansa na rozkręcenie ciekawego bisnesu jest bliska zeru. Kiedy wkurzamy się, że wykonując dokładnie tą samą pracę w Płocku co w Leeds zarabiamy sześć razy mniej, albo nie znajdujemy żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi na to, że państwo zabiera nam pieniądze nawet jeśli uczymy się, mamy mniej niż 26 lat i zarabiamy 1300 brutto. Jest też kilka ekstremalnych tematów, za które nie ma jak się zabrać, zawiera się w nich sprawa homoseksualistów i adopcji przez nich dzieci. Jednak i za tym można znaleźć jeszcze gorszy sposób spędzania wspólnej konwersacji. Aborcja.
Osobiście stoję na stanowisku, że kompromis osiągnięty w tej sprawie jest rzeczą świętą. Polskie prawo w tej kwestii jest jednym z niewielu sukcesów naszego państwa w historii. I nie mam na myśli ostatnich 25 lat, czasów powojennych, II RP czy złotej ery Jagiellonów. Będę zajadle i do końca swoich dni uważać, że obecne rozwiązania są warte o wiele więcej niż większość tak hucznie reklamowanych sukcesów w podręcznikach, czy gazetach razem wziętych. Jest to jedna z niewielu rzeczy jaka naszym politykom wyszła.
Zamieszanie związane z klauzulą sumienia wprawiło mnie w osłupienie. Zajadłość z jaką prawicowi publicyści bronią tego rozwiązania wzbudza moje najgłębsze obrzydzenie. Pomimo ocieplenia na linii ja - religia (kolejny towarzyski temat mina) to wciąż są relacje, które można określić w najlepszym przypadku jako "letnie". Matka, której w szpitalu nie udzielono żadnej satysfakcjonującej jej informacji jest moim zdaniem ofiarą czystej głupoty, ślepoty i religijnego zacietrzewienia. Bez cienia wątpliwości w tej sprawie popełniono przestępstwo. Zbrodnie nie tylko przeciw prawu, ale i przeciwko świętości jaką jest tzw. kompromis aborcyjny.
Jednak jak to zwykle bywa przez media "głównego nurtu" sprawa została nagłośniona i przedstawiona tak, że człowiekowi włos jeży się na głowie. A już informacja o tym, iż działacze i zwolennicy Twojego Ruchu stali pod szpitalami ze zdjęciami zdeformowanych płodów przekroczyła granice dobrego smaku z zupełnie innej strony*.
Przemyślałem sprawę wzdłuż i wszerz. Myślałem dzień i noc (jakieś 15 minut) i uderzyło mnie w jaki sposób rozpoczęto nagonkę na katolików w obronie własnych przywilejów zwłaszcza w obliczu faktu, iż we Francji właśnie wycofano ze stołówkowego menu wieprzowinę (aby nie drażnić wyznawców Allaha), w pewnej duńskiej gminie, gdzie przewagę mają Muzłumanie zrezygnowano z bożonarodzeniowej choinki, a w Niemczech przerobiono kościół na meczet. Dlatego właśnie po raz pewnie około trzy tysięczny pomyślałem sobie "Europo, dokąd zmierzasz?". Opowiastki o tym, jakobyśmy mieli za kilka lat graniczyć z Kalifatem Brandenburgii do tej pory traktowałem jako żart. Dowcip jak ten o niemieckich policjantach, którzy mieli się śmiać zatrzymując kierowcę do kontrolii drogowej "Patrz Ahmed jakie śmieszne nazwisko: Mueller!". Wszystko jednak wskazuje na to, że proces jest już głęboko zaawansowany.
Z jednej strony kibicuje więc katolikom, jako iż żyjemy na ich ziemii, gdzie oni ustalili reguły, gdzie narodził się współczesny zachodni świat, w którym przyszło nam egzystować. Z drugiej zaś strony wcale nie zmieniło to mojego postrzegania na kwestię aborcji, która w Polsce jest rozwiązana perfekcyjnie. Usuwanie ciąży nie może być przedłużeniem antykoncepcji, a jak z mównicy sejmowej powiedział Korwin-Mikke, zanim jeszcze dotknęło go starcze zniedołężnienie umysłu, słuchając niektórych można dojść do wniosku, że wyskrobano nie tych co trzeba.
Koniec końców wracamy jednak do punktu wyjścia i okazuje się, że temat aborcji jest dużo bardziej grzązki niż tereny amazońskiej dżungli. A właśnie czy wiedzieliście, że pracownik magazynu Amazona w Wielkiej Brytanii nie może zarabiać mniej niż 5 tysięcy z hakiem? Nikt się chyba nie będzie zakładać, że w Polsce za tą samą robotę będziemy zarabiać kwotę choćby do niej zbliżoną?
*Tak udała się pikieta w Poznaniu
Monday, August 11, 2014
Wednesday, July 30, 2014
Sitzkrieg
Sytuacja na Ukrainie w pewien sposób przerasta wszystkich publicystów. Pełna zwrotów akcji, przez które przewidzenie czegokolwiek na kilka tygodni w przód jest zwyczajnym wróżeniem z fusów. Przecież jeszcze nie dawno Kliczko biegał po Majdanie, a Janukowycz wzywał protestujących do rozejścia się. Podkreślano, że manifestacje mają charakter pokojowy. Nie ma sensu oczywiście powtarzać w tym miejscu tego wszystkiego, czego świadkami byliśmy. Nie oszukujmy się pod wieloma względami dla mojego pokolenia dwudziestoparolatków jest to pierwsza okazja żeby poczuć się w jakiś sposób świadkami historii. Milosevica pamiętam jak przez mgłę, WTC było jednorazową akcją (w dodatku zbyt daleko by móc poczuć bezpośrednie napięcie), natomiast akcja w Gruzji był jednak mimo wszystko dla większości z nas zbyt małym i lekko "peryferyjnym" konfliktem. Nie dla wszystkich jest też oczywiste, że Saakaszwili był prezydentem kraju europejskiego - "Na wschód od Konina Azja się zaczyna".
Publicystom zadania nie ułatwiają jednak zadania przede wszystkim politycy, których konflikt ten przerósł jeszcze bardziej, z wyjątkiem jednego oczywiście - Władymira Putina. On jest póki co wielkim wygranym i to mimo, że karty ma najsłabsze (PKB mniejsze niż niemieckie, niewiele wyższe niż Wielkiej Brytanii czy Włoch). Premier Francji Holland jest postacią skompromitowaną do tego stopnia, że nie zdziwię się jeżeli pewnego dnia jego twarz zastąpi kwiecisty wzorek na powierzchni papieru toaletowego. Neville Chamberlain do kwadratu. Silna pozycja Polski zwłaszcza na wschodzie Unii Europejskiej jest żartem, który w sam raz pasowałby do wychodzącej niegdyś gazetki "Dobry humor" w cenie 50 groszy, ostatnio minister Sikorski odnotował jako sukces, iż, UWAGA, odwołany zostanie rok kultury polskiej w Rosji, trafił w czuły punkt Władymira Putina, który zapewne więcej zmartwień ma z komarem na swojej daczy niż z "boskim Radkiem", jeżeli w ogóle wie o kogo chodzi. Angela Merkel, która tak sprawnie radziła sobie w dyscyplinowaniu Grecji czy zabieraniu Cypryjczykom ich oszczędności rozkłada tylko bezradnie ręce. Jak to mawiam "Już Niemiec z Ruskiem zawsze się jakoś dogadają". Włosi ogłosili, że nie zrezygnują z South Stream, a to w połączeniu z wcześniejszą powtórką paktu Ribentropp-Mołotow po dnie Bałtyku oznacza dla Ukrainy wyrok dużo bardziej niż kolejne 3 obwody w granicach Federacji Rosyjskiej.
Na deser swojej wyliczanki zostawiłem sobie najsmaczniejsze kąski. Nowe władze Ukrainy. Prezydent Poroszenko czyli "dobry oligarcha", którego ulubionym powiedzonkiem jest pewnie "Człowiek nie wielbłąd, wypić musi" i wyglądający jak student z Oxfordu premier (jeszcze do przynajmniej do czwartku) Jaceniuk. Na jego widok Putin mógłby się zapytać "Czy mogę rozmawiać z Twoim szefem?", a Łukaszenko zaproponowałby mu prace w charakterze szofera z szansą na awans. Klasą samą dla siebie pozostali szef unijnej dyplomacji i jej prezydent. Osobiście porzuciłem już nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się zapamiętać ich twarze i nazwiska (Van Rumpy i Ashton? Do zdjęć i funkcji bym nie przypasował). Więcej szacunku czuję do swojej pani z przedszkola. Nawet poseł Girzyński jawi się przy nich jak człowiek z charyzmą.
W panteonie zasłużonych nie może zabraknąć oczywiście Baracka Obamy, który na wieść o aneksji Krymu z pewnością powiedział swojemu asystentowi, że zajmie się sprawą jak tylko skończy grać w kosza, a potem zapomniał o sprawie bo akurat leciał Jerry Springer Show. W tym miejscu z obowiązku wspomnę tylko, że Unia Europejska i pierwszy czarnoskóry prezydent USA byli w ostatnich latach laureatami pokojowej nagrody Nobla. Renata Beger dostała raz tytuł profesora honoris causa - zasługiwała na niego o wiele bardziej niż, którekolwiek z wymienionych wcześniej na swoje wyróżnienia. Franciszek Smuda, człowiek z zasobem słownictwa mniejszym niż 50 słów, bardziej zasługuje na swoje 60 tysięcy złotych miesięcznie. Kiedy Bush Junior był gospodarzem Białego Domu wydawało się, że gorzej już nie będzie. Tymczasem teraz mają tam "afroamerykanina", którego największym sukcesem było kupienie hotdoga czy pizzy - szeroko relacjonowane nawet w polskich mediach.
Czego się jednak spodziewać po intelektualnych elitach zachodu, które wychowały się zaczytane w trakcie studiów w Trockim czy Leninie? Mój profesor opowiedział pewnego razu na wykładzie o tym, że na amerykańskich uniwersytetach młodzi ludzie noszą przy sobie czerwone książeczki Mao i nie - nie miał na myśli przybyszów na wymianie z Chin. Na zachodzie wizja komunizmu wciąż traktowana jest jako kusząca idea, która nigdy nie została zrealizowana, bo zawsze była wypaczana przez jednostki to teraz zbieramy tego owoce. ZSRR wciąż traktuje się jak wyzwoliciela i "tego dobrego" na II WŚ, a nie imperium zła. Wspomniany już Holland zaprosił przecież dwa miesiące temu Putina do Normandii na rocznicowe obchody, a francuski przemysł produkuje broń dla rosyjskiego wojska.
Na mniejszą skalę skompromitował się również inny pokojowy noblista - Lech Wałęsa. Były prezydent powiedział "Mamy do czynienia z wojną! Wojną w starym stylu". Bez zrozumienia, że nie ma wojny w starym stylu czy polityki w starym stylu nie rozwiążemy problemu ukraińskiego. Nie ma polityki XIX czy XX wiecznej, jest polityka skuteczna lub nieskuteczna. Elity świata zachodniego udowodniają cały czas, że nie są zainteresowani rozwiązaniem tego konfliktu. Władymir Putin zapewne zakreśla sobie w zeszycie kreseczki za każdym razem, gdy ktoś mu grozi sankcjami, zresztą jeżeli to robił to pewnie musiał kupić sobie już grubszy kajecik, albo mu się znudziło. Całe to mówienie o jakichkolwiek obostrzeniach jest kompromitacją samą w sobie. Zaczynam powoli obawiać się, że nawet gdyby Kijów był pierwszą ofiarą nuklearnego ataku w XXI wieku to francuskie stocznie dalej produkowałyby okręty dla Rosji, David Cameron wciąż rozpaczliwym głosem wzywałby "Musimy coś zrobić!", a Angela Merkel byłaby światłem rozsądku ze słowami "Trzeba rozmawiać!".
Ile można rozmawiać? Ile można zwołać jeszcze spotkań, podpisać świstków przy których nawet "Strażnica" zaczyna wyglądać poważnie. Putinowi to jest na ręke, pozuje na cywilizowanego człowieka i w tym samym czasie kompromituje wszystkich innych dumnie prezentujących kartkę papieru, dla której musiało umrzeć drzewo. Jak się później nie dziwić, że zaczyna się nam roić od nowej generacji pożytecznych idiotów i sloganów typu "Putin walczy tylko o swoją strefę wpływów", "Trzeba było nie zaczynać". W Kairze i w Kijowie były rozprowadzane identyczne ulotki tylko w innym języku co ma być dowodem na działanie USA. I zgoda, to oczywiste, że Waszyngton w jakiś sposób wspomógł Majdan. Tylko należy zrozumieć, że tak samo Putin wspierał Janukowicza, później oddziały na Krymie i na wschodzie kraju. W tym momencie poważnie zastanowiłbym się też co może wyrządzić większą krzywdę, ulotka czy wyrzutnia pocisków zdolna strącić samolot lecący na wysokości 10 kilometrów? Nie będę kwestionował tego, że po prawdzie to ten Krym i nieuznawana republika są zamieszkane głównie przez Rosjan. Muszę się jednak przyznać, że w życiu coś tam zdarzyło mi się przeczytać więcej niż Franciszkowi Smudzie. Pamiętam o sytuacji, kiedy w Sudetenlandzie mieszkali Niemcy, podobnie jak w Danzigu. Czy to dawało Hitlerowi prawo do jego roszczeń i dalszych konsekwencji? Tu nie chodzi o to kto ma racje. To nie jest czas na zastawianie się gdzie jest prawda. Bo my sobie możemy tak myśleć jeszcze ze dwa lata, a nasze wnuki będą mówić po rosyjsku. To zwycięzcy piszą historię, nie ci którzy znają objawioną prawdę. Putin musi wiedzieć, że jeżeli jakiś kraj ma takie pragnienie to może sobie iść do Unii Europejskiej, może nawet założyć sojusz wspólnie z Jemenem i Gambią. Na razie Władymir Władymirowicz wie tyle, że może oderwać teren zamieszkany przez 4 miliony ludzi, może bezkarnie okupować obszar wielkości Belgii i zestrzelić samolot z cywilami. Prawie zapomniałbym o najnowszym pakiecie sankcji, który uderza w rosyjską gospodarkę. Teraz to zobaczy!
Lew Trocki powiedział, że naturalną granicą Rosji jest kanał La Manche. Tak już tam mają. Na Syberii też ludzie nie mówili w tym języku co w Moskwie, podobnie jak w latach 1945-89, kiedy strefa wpływów radzieckich sięgała środkowych Niemiec. Historia wcale się nie skończyła. Unia Europejska nie zatrzymała konfliktów na Starym Kontynencie. Niestety niedługo trzeba będzie się obudzić i przestać trwonić czas, pieniądze i energię na takie bzdury jak gender studies, animal studies, debilne performance, przedstawienia teatralne, w których wszyscy chodzą w czarnych obcisłych ubraniach i wygłaszają pozbawione sensu monologi. Po co zastanawiamy się jak zmniejszać emisję CO2, karzemy ludzi za nie wyrzucanie plastikowych butelek do odpowiedniego pojemnika skoro cały świat ma to w gdzieś? Wszyscy mają to w czterech literach. Chiny nic sobie nie robią z tego, USA, mimo rozpoczętej przez Obamę europeizacji i wykładów Ala Gore'a, też ma to głęboko tam gdzie nie dociera już żaden promień słońca. Putin pewnie tylko unosi brwi ze zdziwienia jak ktoś mu mówi co wykłada się dziś na zachodnich uniwersytetach. I tylko my udajemy, że nic się nie dzieje, że nic się nie wydarzy, że po co, że nie warto. "Na tej Ukrainie to masakra! A widziałeś w jakich warunkach przetrzymuje się krowy w Dupowie Małym?", na miłość boską! Są miejsca na świecie, gdzie ludzi traktuje się gorzej niż te krowy. I nie każę nikomu jeździć do Chin i umierać za Tybet (choć prędzej za Tajwan), ale Ukraina jest w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej i rozgrywa się tam regularna wojna, a jak powiedział Sławomir Sierakowski (!!!) zachodni politycy wciąż używają terminów takich jak "deeskalacja napięcia" czy "niepokoje społeczne". Niepokoje społeczne to są, na jednym biegunie, jak banda muzułmanów podpala najbiedniejsze dzielnice Paryża, a na drugim, kiedy Korwin-Mikke wchodzi do Europarlamentu.
Elity Starego Kontynentu muszą w końcu zrozumieć, że polityka to nie tylko wygrać następne wybory, a wolność nie jest nikomu dana raz na zawsze. Jeżeli UE ma mieć sens to mieszkańcy Madrytu nie mogą zaczynać bronić wolności, kiedy wróg będzie zajmować Pireneje. Nasz los wisi teraz na cieniutkim ukraińskim włosku. Musimy to zrozumieć!
Publicystom zadania nie ułatwiają jednak zadania przede wszystkim politycy, których konflikt ten przerósł jeszcze bardziej, z wyjątkiem jednego oczywiście - Władymira Putina. On jest póki co wielkim wygranym i to mimo, że karty ma najsłabsze (PKB mniejsze niż niemieckie, niewiele wyższe niż Wielkiej Brytanii czy Włoch). Premier Francji Holland jest postacią skompromitowaną do tego stopnia, że nie zdziwię się jeżeli pewnego dnia jego twarz zastąpi kwiecisty wzorek na powierzchni papieru toaletowego. Neville Chamberlain do kwadratu. Silna pozycja Polski zwłaszcza na wschodzie Unii Europejskiej jest żartem, który w sam raz pasowałby do wychodzącej niegdyś gazetki "Dobry humor" w cenie 50 groszy, ostatnio minister Sikorski odnotował jako sukces, iż, UWAGA, odwołany zostanie rok kultury polskiej w Rosji, trafił w czuły punkt Władymira Putina, który zapewne więcej zmartwień ma z komarem na swojej daczy niż z "boskim Radkiem", jeżeli w ogóle wie o kogo chodzi. Angela Merkel, która tak sprawnie radziła sobie w dyscyplinowaniu Grecji czy zabieraniu Cypryjczykom ich oszczędności rozkłada tylko bezradnie ręce. Jak to mawiam "Już Niemiec z Ruskiem zawsze się jakoś dogadają". Włosi ogłosili, że nie zrezygnują z South Stream, a to w połączeniu z wcześniejszą powtórką paktu Ribentropp-Mołotow po dnie Bałtyku oznacza dla Ukrainy wyrok dużo bardziej niż kolejne 3 obwody w granicach Federacji Rosyjskiej.
Na deser swojej wyliczanki zostawiłem sobie najsmaczniejsze kąski. Nowe władze Ukrainy. Prezydent Poroszenko czyli "dobry oligarcha", którego ulubionym powiedzonkiem jest pewnie "Człowiek nie wielbłąd, wypić musi" i wyglądający jak student z Oxfordu premier (jeszcze do przynajmniej do czwartku) Jaceniuk. Na jego widok Putin mógłby się zapytać "Czy mogę rozmawiać z Twoim szefem?", a Łukaszenko zaproponowałby mu prace w charakterze szofera z szansą na awans. Klasą samą dla siebie pozostali szef unijnej dyplomacji i jej prezydent. Osobiście porzuciłem już nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się zapamiętać ich twarze i nazwiska (Van Rumpy i Ashton? Do zdjęć i funkcji bym nie przypasował). Więcej szacunku czuję do swojej pani z przedszkola. Nawet poseł Girzyński jawi się przy nich jak człowiek z charyzmą.
W panteonie zasłużonych nie może zabraknąć oczywiście Baracka Obamy, który na wieść o aneksji Krymu z pewnością powiedział swojemu asystentowi, że zajmie się sprawą jak tylko skończy grać w kosza, a potem zapomniał o sprawie bo akurat leciał Jerry Springer Show. W tym miejscu z obowiązku wspomnę tylko, że Unia Europejska i pierwszy czarnoskóry prezydent USA byli w ostatnich latach laureatami pokojowej nagrody Nobla. Renata Beger dostała raz tytuł profesora honoris causa - zasługiwała na niego o wiele bardziej niż, którekolwiek z wymienionych wcześniej na swoje wyróżnienia. Franciszek Smuda, człowiek z zasobem słownictwa mniejszym niż 50 słów, bardziej zasługuje na swoje 60 tysięcy złotych miesięcznie. Kiedy Bush Junior był gospodarzem Białego Domu wydawało się, że gorzej już nie będzie. Tymczasem teraz mają tam "afroamerykanina", którego największym sukcesem było kupienie hotdoga czy pizzy - szeroko relacjonowane nawet w polskich mediach.
Czego się jednak spodziewać po intelektualnych elitach zachodu, które wychowały się zaczytane w trakcie studiów w Trockim czy Leninie? Mój profesor opowiedział pewnego razu na wykładzie o tym, że na amerykańskich uniwersytetach młodzi ludzie noszą przy sobie czerwone książeczki Mao i nie - nie miał na myśli przybyszów na wymianie z Chin. Na zachodzie wizja komunizmu wciąż traktowana jest jako kusząca idea, która nigdy nie została zrealizowana, bo zawsze była wypaczana przez jednostki to teraz zbieramy tego owoce. ZSRR wciąż traktuje się jak wyzwoliciela i "tego dobrego" na II WŚ, a nie imperium zła. Wspomniany już Holland zaprosił przecież dwa miesiące temu Putina do Normandii na rocznicowe obchody, a francuski przemysł produkuje broń dla rosyjskiego wojska.
Na mniejszą skalę skompromitował się również inny pokojowy noblista - Lech Wałęsa. Były prezydent powiedział "Mamy do czynienia z wojną! Wojną w starym stylu". Bez zrozumienia, że nie ma wojny w starym stylu czy polityki w starym stylu nie rozwiążemy problemu ukraińskiego. Nie ma polityki XIX czy XX wiecznej, jest polityka skuteczna lub nieskuteczna. Elity świata zachodniego udowodniają cały czas, że nie są zainteresowani rozwiązaniem tego konfliktu. Władymir Putin zapewne zakreśla sobie w zeszycie kreseczki za każdym razem, gdy ktoś mu grozi sankcjami, zresztą jeżeli to robił to pewnie musiał kupić sobie już grubszy kajecik, albo mu się znudziło. Całe to mówienie o jakichkolwiek obostrzeniach jest kompromitacją samą w sobie. Zaczynam powoli obawiać się, że nawet gdyby Kijów był pierwszą ofiarą nuklearnego ataku w XXI wieku to francuskie stocznie dalej produkowałyby okręty dla Rosji, David Cameron wciąż rozpaczliwym głosem wzywałby "Musimy coś zrobić!", a Angela Merkel byłaby światłem rozsądku ze słowami "Trzeba rozmawiać!".
Ile można rozmawiać? Ile można zwołać jeszcze spotkań, podpisać świstków przy których nawet "Strażnica" zaczyna wyglądać poważnie. Putinowi to jest na ręke, pozuje na cywilizowanego człowieka i w tym samym czasie kompromituje wszystkich innych dumnie prezentujących kartkę papieru, dla której musiało umrzeć drzewo. Jak się później nie dziwić, że zaczyna się nam roić od nowej generacji pożytecznych idiotów i sloganów typu "Putin walczy tylko o swoją strefę wpływów", "Trzeba było nie zaczynać". W Kairze i w Kijowie były rozprowadzane identyczne ulotki tylko w innym języku co ma być dowodem na działanie USA. I zgoda, to oczywiste, że Waszyngton w jakiś sposób wspomógł Majdan. Tylko należy zrozumieć, że tak samo Putin wspierał Janukowicza, później oddziały na Krymie i na wschodzie kraju. W tym momencie poważnie zastanowiłbym się też co może wyrządzić większą krzywdę, ulotka czy wyrzutnia pocisków zdolna strącić samolot lecący na wysokości 10 kilometrów? Nie będę kwestionował tego, że po prawdzie to ten Krym i nieuznawana republika są zamieszkane głównie przez Rosjan. Muszę się jednak przyznać, że w życiu coś tam zdarzyło mi się przeczytać więcej niż Franciszkowi Smudzie. Pamiętam o sytuacji, kiedy w Sudetenlandzie mieszkali Niemcy, podobnie jak w Danzigu. Czy to dawało Hitlerowi prawo do jego roszczeń i dalszych konsekwencji? Tu nie chodzi o to kto ma racje. To nie jest czas na zastawianie się gdzie jest prawda. Bo my sobie możemy tak myśleć jeszcze ze dwa lata, a nasze wnuki będą mówić po rosyjsku. To zwycięzcy piszą historię, nie ci którzy znają objawioną prawdę. Putin musi wiedzieć, że jeżeli jakiś kraj ma takie pragnienie to może sobie iść do Unii Europejskiej, może nawet założyć sojusz wspólnie z Jemenem i Gambią. Na razie Władymir Władymirowicz wie tyle, że może oderwać teren zamieszkany przez 4 miliony ludzi, może bezkarnie okupować obszar wielkości Belgii i zestrzelić samolot z cywilami. Prawie zapomniałbym o najnowszym pakiecie sankcji, który uderza w rosyjską gospodarkę. Teraz to zobaczy!
Lew Trocki powiedział, że naturalną granicą Rosji jest kanał La Manche. Tak już tam mają. Na Syberii też ludzie nie mówili w tym języku co w Moskwie, podobnie jak w latach 1945-89, kiedy strefa wpływów radzieckich sięgała środkowych Niemiec. Historia wcale się nie skończyła. Unia Europejska nie zatrzymała konfliktów na Starym Kontynencie. Niestety niedługo trzeba będzie się obudzić i przestać trwonić czas, pieniądze i energię na takie bzdury jak gender studies, animal studies, debilne performance, przedstawienia teatralne, w których wszyscy chodzą w czarnych obcisłych ubraniach i wygłaszają pozbawione sensu monologi. Po co zastanawiamy się jak zmniejszać emisję CO2, karzemy ludzi za nie wyrzucanie plastikowych butelek do odpowiedniego pojemnika skoro cały świat ma to w gdzieś? Wszyscy mają to w czterech literach. Chiny nic sobie nie robią z tego, USA, mimo rozpoczętej przez Obamę europeizacji i wykładów Ala Gore'a, też ma to głęboko tam gdzie nie dociera już żaden promień słońca. Putin pewnie tylko unosi brwi ze zdziwienia jak ktoś mu mówi co wykłada się dziś na zachodnich uniwersytetach. I tylko my udajemy, że nic się nie dzieje, że nic się nie wydarzy, że po co, że nie warto. "Na tej Ukrainie to masakra! A widziałeś w jakich warunkach przetrzymuje się krowy w Dupowie Małym?", na miłość boską! Są miejsca na świecie, gdzie ludzi traktuje się gorzej niż te krowy. I nie każę nikomu jeździć do Chin i umierać za Tybet (choć prędzej za Tajwan), ale Ukraina jest w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej i rozgrywa się tam regularna wojna, a jak powiedział Sławomir Sierakowski (!!!) zachodni politycy wciąż używają terminów takich jak "deeskalacja napięcia" czy "niepokoje społeczne". Niepokoje społeczne to są, na jednym biegunie, jak banda muzułmanów podpala najbiedniejsze dzielnice Paryża, a na drugim, kiedy Korwin-Mikke wchodzi do Europarlamentu.
Elity Starego Kontynentu muszą w końcu zrozumieć, że polityka to nie tylko wygrać następne wybory, a wolność nie jest nikomu dana raz na zawsze. Jeżeli UE ma mieć sens to mieszkańcy Madrytu nie mogą zaczynać bronić wolności, kiedy wróg będzie zajmować Pireneje. Nasz los wisi teraz na cieniutkim ukraińskim włosku. Musimy to zrozumieć!
Wednesday, March 12, 2014
Czy warto umierać za Ukrainę?
Nawet pośród najróźniejszego politycznego hipsterstwa rzadko można spotkać się z opinią, iż Polacy niepotrzebnie angażują się w sytuację na Ukrainie. Ta jednomyślność blogosfery i klasy politycznej jest budująca i stanowi ciekawy przykład rzadkiego w naszej historii zjednoczenia ponad podziałami.
Oczywiście są pęknięcia i część głosów ostrzega przed neofaszyzmem, przypomina trudną historię (rzeź wołyńską) i pyta się po co takie zaangażowanie. Czy warto umierać za Krym? Stanowisko to jest jednak - NA SZCZĘŚCIE - w mniejszości, a wpływy tych komentatorów można porównać do wpływów Polskiej Partii Pracy w Sejmie - żadne.
Cieszy, że Polska po raz kolejny stara się zostać głosem Europy Wschodniej i jako największy i najstabilniejszy kraj w regionie przejmuje, nieobsadzoną od jakiegoś czasu, rolę lokalnego lidera. Tak było przecież, kiedy Aleksander Kwaśniewski, pomiędzy swoimi kolejnymi żenującymi pijackimi wpadkami, wspomógł Pomarańczową Rewolucję. Pałeczkę przejął Lech Kaczyński zatrzymując kolumny rosyjskich wojsk zmierzających do Tbilisi, kiedy w 2008 roku postanowił udać się do stolicy Gruzji słusznie zakładając, iż Putin nie będzie atakować miasta, w którym znajduje się głowa państwa z Unii Europejskiej (zdaniem niektórych dlatego prezydent RP musiał umrzeć).
Ostatnie lata to coraz cięższa atmosfera w stosunkach z Wilnem, wasalna momentami postawa wobec Moskwy i przede wszystkim totalna obojętność wobec jakichkolwiek działań na wschodzie. W przypadku wydarzeń w Kijowie, początkowo jeszcze można było mieć wątpliwości co do tego jak zachowa się klasa rządząca w Polsce. Nieszczęsny, a może po prostu głupi tweet ministra Sikorskiego został jednak zamieciony pod dywan późniejszą postawą.
Co jakiś czas w mediach pojawia się porównanie Putina do Hitlera. Sam zresztą mogę się przyznać, że to samo skojrzanie przychodziło mi do głowy, kiedy konflikt dotyczył jeszcze Gruzji. Podobnie jak wódz Trzeciej Rzeszy tak Władymir Władymirowicz jest urodzonym hazardzistą. Adolf Hitler nie zdawał sobie sprawy z tego, kiedy wybuchnie wojna i z kim będzie musiał ja prowadzić, próbował układać się tak z aliantami zachodnimi jak i Związkiem Sowieckim, żonglował ideologią w zależności od potrzeb. Polacy mogli iść ramię w ramię z Niemcami na wschód. Nie poszli, a 23 sierpnia 1939 podpisano pakt z Moskwą i wczorajszy wróg był dzisiejszym przyjacielem. Hitler nie wierzył, że po zajęciu Nadrenii, Austrii, Czechosłowacji i Kłajpedy ktoś będzie chciał umierać za Gdańsk, a jednak już 1941 walczył z całą resztą świata. Tak samo jak Putin, który od początku swojej prezydentury cały czas obstawia i nie mając zbyt dobrych kart udało mu się spacyfikować Gruzję, poprowadzić rurociąg po dnie Bałtyku, a teraz przyszedł czas na Ukrainę, którą Rosja już raz wydawało się, że straciła.
Pytanie dlaczego do tej pory zachód nie miał nic przeciwko tej kremlowskiej grze nasuwa się samo. Gruzja to jednak dla większości Europejczyków już Azja, teren gdzieś tam za górami, za morzami, a rurociąg po prostu się opłacał.
Co jakiś czas wspomina się, że Ukraińska niepodległość i niepodzielność jest gwarantowana przez Wielką Brytanię czy USA, ze względu na fakt, iż Kijów oddał cały swój arsenał nuklearny. Jeśli po 16 marca Krym faktycznie stanie się częścią Federacji Rosyjskiej to będzie to oznaczało, iż nie warto jest się rozbrajać, a broń atomowa jest najpewniejszym gwarantem bezpieczeństwa granic. Chociaż wypada napisać, że wtedy zostanie to ogłoszone na głos, bo każdy kto ma głowę na karku wie, że lepiej mieć kilka głowic nuklearnych niż papierek z podpisem prezydenta jakiegokolwiek mocarstwa. Dlatego właśnie zachód i Polska musi reagować. Żeby nie zaprzepaścić wiary innych w to, że możemy pomóc, że jesteśmy warci czegokolwiek.
Posiadam pełną świadomość tego, jak wyglądała sytuacja w Iraku czy Kosowie. Na mocy tamtych decyzji można powiedzieć, że dzisiaj Waszyngton czy Unia Europejska nie ma prawa zabraniać Putinowi jego gry na Krymie, gdyż głowa Rosji po prostu podpatrywała zachód w jego wcześniejszych poczynaniach. Jest to przykre, ale nie powinniśmy załamywać się i płakać, że sprawiedliwość może nie być po naszej stronie, bo to MY tworzymy sprawiedliwość. Nie żyjemy w jakieś relatywistycznej utopii, gdzie żaden fakt nie jest pewny i wszystko można podważyć. Mamy prawo i powinniśmy mieć i chronić swój system wartości i wdrażać go wszędzie tam gdzie jest to konieczne. Jest to hipokryzja, ale nie gramy z bezimiennym kimś, po drugiej stronie szachownicy jest były oficer KGB, któremu w trakcie jego służby prawdopodbnie przyszło kogoś zabić, a który dzisiaj się pyta "Co to ma być, że demokratycznie wybrana głowa państwa została obalona przez tłum, co to za obyczaje?". Zgoda, styuacja w Kijowie powinna była się rozwiązać inaczej, ale Putin nie jest żadnym gwarantem przestrzegania praw człowieka, czy choćby jakieś normalności. Rosja nie jest normalnym miejscem. Bo to MY tworzymy definicje normalności.
Oczywiście, że nie wszystko u nas (w UE ogólnie, na szczęście jeszcze nie w Polsce) jest godne naśladowania. To przykre jak zachodnia Europa przyjmuje z otwartymi ramionami i wdraża eksperymenty inżynierii społecznej. Jak w Niemczech sprzedaje się kościoły i robi w nich skateparki, albo meczety (!!!), jak w Belgii legalizuje się eutanazje dla dzieci (!!!), jak w Paryżu łatwiej znaleźć Araba niż białego Francuza. Żeby sprawa była jasna, nie uważam, że powinniśmy zastrzelić wszystkich Muzułmanów, załadować wszystkich murzynów na statki i one way ticket to Africa. Nie uważam żeby Żydów, gejów czy kogokolwiek trzeba była wysyłać do gazu, ale uważam, że idzie TO WSZYSTKO jednak w złym kierunku. Może dlatego, że za dużo ludzi w Europie Zachodniej uznało, że koniec wojen na świecie, że teraz publiczne pieniądze zamiast na biednych, wojsko czy infrastrukturę będzie przeznaczać się na animal studies, gender studies i finansowanie samozwańczych think tanków dyskutujących o marksizmie. Nie żyjemy w raju i nie wszystko jest super, ale i tak jest to jedno z najlepszych miejsc do życia, z którym konkurować mogą ewentualnie Stany czy (jeszcze bardziej ewentualnie) Australia.
Dlatego musimy się obudzić dopóki można Putina i jemu podobnych obalić bez wojny, bo on nie tylko konserwuje u siebie imperium zła, ale odmawia innym prób wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji korzystając z gazu i ropy i zachowując się jakby wszystko mu było wolno. A nie wszystko mu wolno. Bo to Rosja jest dużo bardziej zależna od Unii niż nam się wydaje.
Dlatego dzisiaj w obowiązku nas wszystkich jest walczyć o jakiekolwiek formy nacisku na Moskwę, sankcje, izolacje międzynarodową czy nawet zbrojne wstawienie się za Kijowem. Rosja nie jest mocarstwem jakie udaje. Rosyjska armia nie jest w stanie konkurować z NATO, a tamtejsza gospodarka tkwi w erze kolonializmu, sprzedając nieobroniony surowiec. Nie możemy bać się Rosji i udawać że Moskwa Putina to Moskwa Stalina.
Gra o Krym jest grą o prestiż. Zachód może pokazać, że Europa coś jeszcze znaczy na świecie, a pogłoski o jej śmierci są przedwczesne, USA na kilka kolejnych dekad może pozostać największym mocarstwem i ostatecznie "wykończyć" Związek Sowiecki bis, jakim dzisiaj jest Imperium Putina, przecież popularność Putina polega tylko na tym, że konserwuje fałszywe przeświadczenie swoich poddanych o własnej potędze. Bez tego, a więc dziś bez Krymu, król będzie nagi. Jeśli zaś UE będzie próbowała się układać (co jest prawdopodobne) to na miejsce konferencji pokojowej proponuję Monachium albo Jałtę (i oczywiście bez przedstawicieli Ukrainy).
PS
Taka mała ciekawostka jak zajadle broniłem Rosji jeszcze 5 lat temu http://sieka90.blogspot.com/2009/12/rp-fr.html
Oczywiście są pęknięcia i część głosów ostrzega przed neofaszyzmem, przypomina trudną historię (rzeź wołyńską) i pyta się po co takie zaangażowanie. Czy warto umierać za Krym? Stanowisko to jest jednak - NA SZCZĘŚCIE - w mniejszości, a wpływy tych komentatorów można porównać do wpływów Polskiej Partii Pracy w Sejmie - żadne.
Cieszy, że Polska po raz kolejny stara się zostać głosem Europy Wschodniej i jako największy i najstabilniejszy kraj w regionie przejmuje, nieobsadzoną od jakiegoś czasu, rolę lokalnego lidera. Tak było przecież, kiedy Aleksander Kwaśniewski, pomiędzy swoimi kolejnymi żenującymi pijackimi wpadkami, wspomógł Pomarańczową Rewolucję. Pałeczkę przejął Lech Kaczyński zatrzymując kolumny rosyjskich wojsk zmierzających do Tbilisi, kiedy w 2008 roku postanowił udać się do stolicy Gruzji słusznie zakładając, iż Putin nie będzie atakować miasta, w którym znajduje się głowa państwa z Unii Europejskiej (zdaniem niektórych dlatego prezydent RP musiał umrzeć).
Ostatnie lata to coraz cięższa atmosfera w stosunkach z Wilnem, wasalna momentami postawa wobec Moskwy i przede wszystkim totalna obojętność wobec jakichkolwiek działań na wschodzie. W przypadku wydarzeń w Kijowie, początkowo jeszcze można było mieć wątpliwości co do tego jak zachowa się klasa rządząca w Polsce. Nieszczęsny, a może po prostu głupi tweet ministra Sikorskiego został jednak zamieciony pod dywan późniejszą postawą.
Co jakiś czas w mediach pojawia się porównanie Putina do Hitlera. Sam zresztą mogę się przyznać, że to samo skojrzanie przychodziło mi do głowy, kiedy konflikt dotyczył jeszcze Gruzji. Podobnie jak wódz Trzeciej Rzeszy tak Władymir Władymirowicz jest urodzonym hazardzistą. Adolf Hitler nie zdawał sobie sprawy z tego, kiedy wybuchnie wojna i z kim będzie musiał ja prowadzić, próbował układać się tak z aliantami zachodnimi jak i Związkiem Sowieckim, żonglował ideologią w zależności od potrzeb. Polacy mogli iść ramię w ramię z Niemcami na wschód. Nie poszli, a 23 sierpnia 1939 podpisano pakt z Moskwą i wczorajszy wróg był dzisiejszym przyjacielem. Hitler nie wierzył, że po zajęciu Nadrenii, Austrii, Czechosłowacji i Kłajpedy ktoś będzie chciał umierać za Gdańsk, a jednak już 1941 walczył z całą resztą świata. Tak samo jak Putin, który od początku swojej prezydentury cały czas obstawia i nie mając zbyt dobrych kart udało mu się spacyfikować Gruzję, poprowadzić rurociąg po dnie Bałtyku, a teraz przyszedł czas na Ukrainę, którą Rosja już raz wydawało się, że straciła.
Pytanie dlaczego do tej pory zachód nie miał nic przeciwko tej kremlowskiej grze nasuwa się samo. Gruzja to jednak dla większości Europejczyków już Azja, teren gdzieś tam za górami, za morzami, a rurociąg po prostu się opłacał.
Co jakiś czas wspomina się, że Ukraińska niepodległość i niepodzielność jest gwarantowana przez Wielką Brytanię czy USA, ze względu na fakt, iż Kijów oddał cały swój arsenał nuklearny. Jeśli po 16 marca Krym faktycznie stanie się częścią Federacji Rosyjskiej to będzie to oznaczało, iż nie warto jest się rozbrajać, a broń atomowa jest najpewniejszym gwarantem bezpieczeństwa granic. Chociaż wypada napisać, że wtedy zostanie to ogłoszone na głos, bo każdy kto ma głowę na karku wie, że lepiej mieć kilka głowic nuklearnych niż papierek z podpisem prezydenta jakiegokolwiek mocarstwa. Dlatego właśnie zachód i Polska musi reagować. Żeby nie zaprzepaścić wiary innych w to, że możemy pomóc, że jesteśmy warci czegokolwiek.
Posiadam pełną świadomość tego, jak wyglądała sytuacja w Iraku czy Kosowie. Na mocy tamtych decyzji można powiedzieć, że dzisiaj Waszyngton czy Unia Europejska nie ma prawa zabraniać Putinowi jego gry na Krymie, gdyż głowa Rosji po prostu podpatrywała zachód w jego wcześniejszych poczynaniach. Jest to przykre, ale nie powinniśmy załamywać się i płakać, że sprawiedliwość może nie być po naszej stronie, bo to MY tworzymy sprawiedliwość. Nie żyjemy w jakieś relatywistycznej utopii, gdzie żaden fakt nie jest pewny i wszystko można podważyć. Mamy prawo i powinniśmy mieć i chronić swój system wartości i wdrażać go wszędzie tam gdzie jest to konieczne. Jest to hipokryzja, ale nie gramy z bezimiennym kimś, po drugiej stronie szachownicy jest były oficer KGB, któremu w trakcie jego służby prawdopodbnie przyszło kogoś zabić, a który dzisiaj się pyta "Co to ma być, że demokratycznie wybrana głowa państwa została obalona przez tłum, co to za obyczaje?". Zgoda, styuacja w Kijowie powinna była się rozwiązać inaczej, ale Putin nie jest żadnym gwarantem przestrzegania praw człowieka, czy choćby jakieś normalności. Rosja nie jest normalnym miejscem. Bo to MY tworzymy definicje normalności.
Oczywiście, że nie wszystko u nas (w UE ogólnie, na szczęście jeszcze nie w Polsce) jest godne naśladowania. To przykre jak zachodnia Europa przyjmuje z otwartymi ramionami i wdraża eksperymenty inżynierii społecznej. Jak w Niemczech sprzedaje się kościoły i robi w nich skateparki, albo meczety (!!!), jak w Belgii legalizuje się eutanazje dla dzieci (!!!), jak w Paryżu łatwiej znaleźć Araba niż białego Francuza. Żeby sprawa była jasna, nie uważam, że powinniśmy zastrzelić wszystkich Muzułmanów, załadować wszystkich murzynów na statki i one way ticket to Africa. Nie uważam żeby Żydów, gejów czy kogokolwiek trzeba była wysyłać do gazu, ale uważam, że idzie TO WSZYSTKO jednak w złym kierunku. Może dlatego, że za dużo ludzi w Europie Zachodniej uznało, że koniec wojen na świecie, że teraz publiczne pieniądze zamiast na biednych, wojsko czy infrastrukturę będzie przeznaczać się na animal studies, gender studies i finansowanie samozwańczych think tanków dyskutujących o marksizmie. Nie żyjemy w raju i nie wszystko jest super, ale i tak jest to jedno z najlepszych miejsc do życia, z którym konkurować mogą ewentualnie Stany czy (jeszcze bardziej ewentualnie) Australia.
Dlatego musimy się obudzić dopóki można Putina i jemu podobnych obalić bez wojny, bo on nie tylko konserwuje u siebie imperium zła, ale odmawia innym prób wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji korzystając z gazu i ropy i zachowując się jakby wszystko mu było wolno. A nie wszystko mu wolno. Bo to Rosja jest dużo bardziej zależna od Unii niż nam się wydaje.
Dlatego dzisiaj w obowiązku nas wszystkich jest walczyć o jakiekolwiek formy nacisku na Moskwę, sankcje, izolacje międzynarodową czy nawet zbrojne wstawienie się za Kijowem. Rosja nie jest mocarstwem jakie udaje. Rosyjska armia nie jest w stanie konkurować z NATO, a tamtejsza gospodarka tkwi w erze kolonializmu, sprzedając nieobroniony surowiec. Nie możemy bać się Rosji i udawać że Moskwa Putina to Moskwa Stalina.
Gra o Krym jest grą o prestiż. Zachód może pokazać, że Europa coś jeszcze znaczy na świecie, a pogłoski o jej śmierci są przedwczesne, USA na kilka kolejnych dekad może pozostać największym mocarstwem i ostatecznie "wykończyć" Związek Sowiecki bis, jakim dzisiaj jest Imperium Putina, przecież popularność Putina polega tylko na tym, że konserwuje fałszywe przeświadczenie swoich poddanych o własnej potędze. Bez tego, a więc dziś bez Krymu, król będzie nagi. Jeśli zaś UE będzie próbowała się układać (co jest prawdopodobne) to na miejsce konferencji pokojowej proponuję Monachium albo Jałtę (i oczywiście bez przedstawicieli Ukrainy).
PS
Taka mała ciekawostka jak zajadle broniłem Rosji jeszcze 5 lat temu http://sieka90.blogspot.com/2009/12/rp-fr.html
Monday, February 24, 2014
(Czy) Tęsknie za Tobą Żydzie (?)
Minione stulecie było czasem, kiedy ludzkość dokonała olbrzymiego skoku cywilizacyjnego, a jednocześnie na ten okres przypadają największe bestialstwa jakie widziała nasza planeta w ciągu całego swojego istnienia. Historia Holocaustu jest jedną z tych, o których zwykło się mówić najwięcej. Całe wyczerpujące tomy napisali profesorowie żyjący we wszystkich zakątkach globu. W Polsce ostatnio zapanowała dziwna moda na samobiczowanie się z powodu domniemanego rodzimego antysemityzmu, czy słusznie?
Nie sposób porównywać cierpienia ludzkiego, niezależnie od tego ile osób zmarło i jakie były tego powody, zawsze jest to wielka tragedia. To nie są setki tysięcy, czy miliony anonimowych osób, to zawsze jest katastrofa dla rozbijanych rodzin i wspólnot. Z perspektywy świata zachodniego, gdzie wciąż raz po raz pojawiają się "polskie obozy śmierci" niewątpliwie Holocaust stał się symbolem. Symbolem, który przyćmiewa inne tragedie i to już jest nie do przyjęcia. Zwłaszcza dla ludzi z naszego regionu Europy powinno to budzić sprzeciw. Dlaczego jedna tragedia ma być przyjmowana za pewną, niezaprzeczalną, a jej negacja jest ścigana z urzędu podczas, gdy inne pozostają poddawane pod wątpliwości.
Interesujące jak świat zachodni doskonale i na każdym kroku uchyla się przed jakimkolwiek konfliktem z Izraelem, bądź jego obywatelem nie chcąc by przylgnęła do kogoś łatka antysemity, która rozdawana jest za każdy atak, niezależnie na jakim podłożu na obywateli pochodzenia żydowskiego. Dlaczego Polacy, którzy przecież najdłużej musieli znosić wojenną zawieruchę i byli świadkami najtragiczniejszych nazistowskich eksperymentów, godzą się dzisiaj na umniejszanie swojego cierpienia jednocześnie szukając czarnych kart swojej historii w miejscach taki jak Jedwabne, gdzie oczywiście nie ma być z czego dumnym, zabijanie zawsze jest wyrazem najczystszego bestialstwa i zawsze zasługuje tylko na potępienie. Jednak przekaz jaki płynie z tego jest co najmniej zakłamany. Jeśli mówimy o tym konkretnym przypadku to bardziej niż jakiś abstrakcyjny antysemityzm można naszych rodaków oskarżyć o krwawy odwet. Nikt nie mówi, że żyjący tam Żydzi witali nową radziecką administracje w innych nastrojach niż Polacy, że szybko zaczęli współtworzyć komunistyczne służby porządkowe. Liczy się tylko, że zamordowali więc pomagali Niemcom, więc są współwinni Holocaustowi jako antysemici. Oczywiście nie próbuję nikogo tutaj wybielić, stwierdzić, że nic się nie stało. Stało się, ale wielkość strat i kontekst w jakim tych straszliwych czynów dokonano sprawia, że mówienie przy tej okazji o pomaganiu nazistom i rasistowskim podłożu jest nieadekwatne.
Do myślenia zmusza mnie również, zwłaszcza przy okazji niedawnych wydarzeń, jak niewiele świat wie o historii Ukraińców. W tym wypadku należy odnotować, że od zamierzchłych czasów, kiedy mowa była po prostu o Rusi, nasi wschodni sąsiedzi nigdy nie doczekali się stabilnego i niepodległego państwa. Jeśli nie liczyć okresu po upadku sowieckiego imperium i jeśli można o współczesnej Ukrainie mówić w tych kategoriach oczywiście. Duża część zachodniego świata zwlekała z uznaniem wolnej republiki ze stolicą w Kijowie, gdy tymczasem biorąc pod uwagę proporcje zbrodni w XX wieku, żadna europejska nacja nie zbierała takich batów. Sam Wielki Głód z lat trzydziestych pochłonął liczbę ofiar porównywalną z Holocaustem i to tylko w ciągu jednego roku (trwał dłużej), a przecież nie była to żadna katastrofa naturalna tylko specjalnie wywołane i wyreżyserowane na Kremlu ludobójstwo. Nie mówiąc o ofiarach jakie Ukraińcy ponieśli na późniejszej wojnie (Norman Davies szacuje na 8 milionów), daje to liczbę dwu, być może nawet trzykrotnie przewyższającą liczbę ofiar Holocaustu. A mimo to Wielki Głód nie jest uznawany powszechnie na zachodnie za ludobójstwo, a przez długi czas mówiono o nim jako o antysowieckiej propagandzie. Mówiąc o uznaniu za ludobójstwo to wśród krajów, które go tak nie postrzegają możemy znaleźć Niemcy, Francję, Wielką Brytanię czy kraje skandynawskie. Sposób w jaki traktuje się tragedię Holocaustu, a koszmar Ukraińców nie znajduje po prostu porównania.
Mówiąc o wschodnim sąsiedzie i wracając do biczowania się polskim antysemityzmem, to znamienne jest, że najgłośniej o potrzebie "zmierzenia się z własną historią" (i przedstawiania jej w ten niezbyt prawdziwy sposób) mówią ci sami ludzie, którzy dziwią się, że w naszym narodzie wciąż panuje potrzeba szukania przeprosin od Ukraińców za rzeź na Wołyniu. Po co odgrzewać ten stary konflikt? Ciekawe czy długo myśleli jak na tej samej płaszczyźnie rozpatrywać pogrom od 354 (wg. IPN) do maksymalnie 2000 ofiar (wg. Grossa), a zamordowanie ponad stu tysięcy Polaków na Kresach? Zastanawiające jakie kryteria musi spełniać zbrodnia żeby warto było o niej mówić, skoro nie chodzi o liczby, nie chodzi o podtekst, to czy najważniejsza jest narodowość ofiar?
Inną historią jest rzeź Ormian przez Turków. Liczbę ofiar szacuje się nawet na 1,5 mln ludzi (czyli połowa dzisiejszej populacji Armenii, a i to tylko w latach 1915-18, pogromy po kilkadziesiąt tysięcy ofiar zaczęły się już pod koniec wieku XIX), mimo to nawet tutaj nie ma pełnego uznania ludobójstwa przez świat zachodni (wyłamały się takie kraje jak Norwegia czy Finlandia).
Najsmutniejsze w całej tej historii jest to, że wciąż znajdują się ludzie, którzy uważają, że ZSRR był pokojowo nastawionym mocarstwem, a wszelkie próby przedstawiania niezbitych faktów uważają za propagandę, na zachodnich uniwersytetach długo panowała moda na czerwone książeczki Mao ("Wielki Skok" kosztował Chiny głodową śmierć od 10 do 43 milionów ludzi), a w Polsce wśród młodych ludzi modny jest pogląd o PRL jako o normalnym państwie (http://polskaludowa.blogspot.com/ na jednym ze zdjęć widać chłopca w kurtce Adidas, jak wiadomo standard w PRL) . Czasami zastanawiam się jak świat przyjmowałby pogląd, że Hitler był pacyfistą, a zamiast koszulek z Che Guevarą młodzi ludzie nosiliby takie z podobizną Hansa Franka. Zupełnie poważnie interesuje mnie czy przeciętny student z Poznania, Oxfordu czy Waszyngtonu ma świadomość, że reżimy komunistyczne tylko w warunkach pokoju zabiły więcej ludzi niż europejski faszyzm?
Chciałbym skończyć jakoś pozytywnie cały ten wywód. Kilka lat temu na ulicach polskich miast zagościła akcja "Tęsknie za Tobą Żydzie". Nie podzielam wszystkich motywów i treści tej akcji jakie znalazłem na stronie internetowej, ale ja też tęsknie za miastami, gdzie obok Polskiego krawca, miał swój sklep stary Niemiec i Żyd bankier. Za Lwowem, gdzie przenikały się wpływy Polaków, Ukraińców i Habsburgów. Tęsknie za tym czego nigdy nie poznałem, bo wraz z tym światem przeminęło dużo więcej niż tylko dawne granice i obyczaje. Wraz ze wszystkim tragediami, które wydarzyły się po 1939 roku, a które trwały do 1989, lub gdzieniegdzie trwają do dzisiaj zniknął nieskrępowany świat, gdzie jednak życie i szacunek do innych stanowiły jakąś wartość. Miejmy nadzieję, że ten świat nie zniknął jednak na dobre, a wolność od pasa w dół nie zastąpiła prawdziwej wolności.
Nie sposób porównywać cierpienia ludzkiego, niezależnie od tego ile osób zmarło i jakie były tego powody, zawsze jest to wielka tragedia. To nie są setki tysięcy, czy miliony anonimowych osób, to zawsze jest katastrofa dla rozbijanych rodzin i wspólnot. Z perspektywy świata zachodniego, gdzie wciąż raz po raz pojawiają się "polskie obozy śmierci" niewątpliwie Holocaust stał się symbolem. Symbolem, który przyćmiewa inne tragedie i to już jest nie do przyjęcia. Zwłaszcza dla ludzi z naszego regionu Europy powinno to budzić sprzeciw. Dlaczego jedna tragedia ma być przyjmowana za pewną, niezaprzeczalną, a jej negacja jest ścigana z urzędu podczas, gdy inne pozostają poddawane pod wątpliwości.
Interesujące jak świat zachodni doskonale i na każdym kroku uchyla się przed jakimkolwiek konfliktem z Izraelem, bądź jego obywatelem nie chcąc by przylgnęła do kogoś łatka antysemity, która rozdawana jest za każdy atak, niezależnie na jakim podłożu na obywateli pochodzenia żydowskiego. Dlaczego Polacy, którzy przecież najdłużej musieli znosić wojenną zawieruchę i byli świadkami najtragiczniejszych nazistowskich eksperymentów, godzą się dzisiaj na umniejszanie swojego cierpienia jednocześnie szukając czarnych kart swojej historii w miejscach taki jak Jedwabne, gdzie oczywiście nie ma być z czego dumnym, zabijanie zawsze jest wyrazem najczystszego bestialstwa i zawsze zasługuje tylko na potępienie. Jednak przekaz jaki płynie z tego jest co najmniej zakłamany. Jeśli mówimy o tym konkretnym przypadku to bardziej niż jakiś abstrakcyjny antysemityzm można naszych rodaków oskarżyć o krwawy odwet. Nikt nie mówi, że żyjący tam Żydzi witali nową radziecką administracje w innych nastrojach niż Polacy, że szybko zaczęli współtworzyć komunistyczne służby porządkowe. Liczy się tylko, że zamordowali więc pomagali Niemcom, więc są współwinni Holocaustowi jako antysemici. Oczywiście nie próbuję nikogo tutaj wybielić, stwierdzić, że nic się nie stało. Stało się, ale wielkość strat i kontekst w jakim tych straszliwych czynów dokonano sprawia, że mówienie przy tej okazji o pomaganiu nazistom i rasistowskim podłożu jest nieadekwatne.
Do myślenia zmusza mnie również, zwłaszcza przy okazji niedawnych wydarzeń, jak niewiele świat wie o historii Ukraińców. W tym wypadku należy odnotować, że od zamierzchłych czasów, kiedy mowa była po prostu o Rusi, nasi wschodni sąsiedzi nigdy nie doczekali się stabilnego i niepodległego państwa. Jeśli nie liczyć okresu po upadku sowieckiego imperium i jeśli można o współczesnej Ukrainie mówić w tych kategoriach oczywiście. Duża część zachodniego świata zwlekała z uznaniem wolnej republiki ze stolicą w Kijowie, gdy tymczasem biorąc pod uwagę proporcje zbrodni w XX wieku, żadna europejska nacja nie zbierała takich batów. Sam Wielki Głód z lat trzydziestych pochłonął liczbę ofiar porównywalną z Holocaustem i to tylko w ciągu jednego roku (trwał dłużej), a przecież nie była to żadna katastrofa naturalna tylko specjalnie wywołane i wyreżyserowane na Kremlu ludobójstwo. Nie mówiąc o ofiarach jakie Ukraińcy ponieśli na późniejszej wojnie (Norman Davies szacuje na 8 milionów), daje to liczbę dwu, być może nawet trzykrotnie przewyższającą liczbę ofiar Holocaustu. A mimo to Wielki Głód nie jest uznawany powszechnie na zachodnie za ludobójstwo, a przez długi czas mówiono o nim jako o antysowieckiej propagandzie. Mówiąc o uznaniu za ludobójstwo to wśród krajów, które go tak nie postrzegają możemy znaleźć Niemcy, Francję, Wielką Brytanię czy kraje skandynawskie. Sposób w jaki traktuje się tragedię Holocaustu, a koszmar Ukraińców nie znajduje po prostu porównania.
Mówiąc o wschodnim sąsiedzie i wracając do biczowania się polskim antysemityzmem, to znamienne jest, że najgłośniej o potrzebie "zmierzenia się z własną historią" (i przedstawiania jej w ten niezbyt prawdziwy sposób) mówią ci sami ludzie, którzy dziwią się, że w naszym narodzie wciąż panuje potrzeba szukania przeprosin od Ukraińców za rzeź na Wołyniu. Po co odgrzewać ten stary konflikt? Ciekawe czy długo myśleli jak na tej samej płaszczyźnie rozpatrywać pogrom od 354 (wg. IPN) do maksymalnie 2000 ofiar (wg. Grossa), a zamordowanie ponad stu tysięcy Polaków na Kresach? Zastanawiające jakie kryteria musi spełniać zbrodnia żeby warto było o niej mówić, skoro nie chodzi o liczby, nie chodzi o podtekst, to czy najważniejsza jest narodowość ofiar?
Inną historią jest rzeź Ormian przez Turków. Liczbę ofiar szacuje się nawet na 1,5 mln ludzi (czyli połowa dzisiejszej populacji Armenii, a i to tylko w latach 1915-18, pogromy po kilkadziesiąt tysięcy ofiar zaczęły się już pod koniec wieku XIX), mimo to nawet tutaj nie ma pełnego uznania ludobójstwa przez świat zachodni (wyłamały się takie kraje jak Norwegia czy Finlandia).
Najsmutniejsze w całej tej historii jest to, że wciąż znajdują się ludzie, którzy uważają, że ZSRR był pokojowo nastawionym mocarstwem, a wszelkie próby przedstawiania niezbitych faktów uważają za propagandę, na zachodnich uniwersytetach długo panowała moda na czerwone książeczki Mao ("Wielki Skok" kosztował Chiny głodową śmierć od 10 do 43 milionów ludzi), a w Polsce wśród młodych ludzi modny jest pogląd o PRL jako o normalnym państwie (http://polskaludowa.blogspot.com/ na jednym ze zdjęć widać chłopca w kurtce Adidas, jak wiadomo standard w PRL) . Czasami zastanawiam się jak świat przyjmowałby pogląd, że Hitler był pacyfistą, a zamiast koszulek z Che Guevarą młodzi ludzie nosiliby takie z podobizną Hansa Franka. Zupełnie poważnie interesuje mnie czy przeciętny student z Poznania, Oxfordu czy Waszyngtonu ma świadomość, że reżimy komunistyczne tylko w warunkach pokoju zabiły więcej ludzi niż europejski faszyzm?
Chciałbym skończyć jakoś pozytywnie cały ten wywód. Kilka lat temu na ulicach polskich miast zagościła akcja "Tęsknie za Tobą Żydzie". Nie podzielam wszystkich motywów i treści tej akcji jakie znalazłem na stronie internetowej, ale ja też tęsknie za miastami, gdzie obok Polskiego krawca, miał swój sklep stary Niemiec i Żyd bankier. Za Lwowem, gdzie przenikały się wpływy Polaków, Ukraińców i Habsburgów. Tęsknie za tym czego nigdy nie poznałem, bo wraz z tym światem przeminęło dużo więcej niż tylko dawne granice i obyczaje. Wraz ze wszystkim tragediami, które wydarzyły się po 1939 roku, a które trwały do 1989, lub gdzieniegdzie trwają do dzisiaj zniknął nieskrępowany świat, gdzie jednak życie i szacunek do innych stanowiły jakąś wartość. Miejmy nadzieję, że ten świat nie zniknął jednak na dobre, a wolność od pasa w dół nie zastąpiła prawdziwej wolności.
Saturday, January 5, 2013
Mit religii smoleńskiej.
Katastrofa smoleńska była dniem, który zmienił Polskę, polskie społeczeństwo. Zmienił choćby nie wiem jak bardzo się ktokolwiek zaklinał. Co więcej, zmienił on nie tylko "Berety Jarosława", zmienił on również, a może przede wszystkim, osoby spoza środowisk konserwatywnych. Dla tych, którym tradycja staje kością w gardle.
Kilka tygodni przed wyborami z 2011 paląc papierosa ze znajomymi z uczelni usłyszałem, że PiS nie ma programu. "Słyszałeś cokolwiek co powiedział Kaczyński poza Smoleńskiem? Jakiś konkret?". Mogłem powiedzieć wtedy wiele, mogłem powiedzieć o forsowanym programie alternatywy, który zaczynał się już wtedy. O tym jak wszyscy odliczali kiedy uda sprowokować się prezesa największej siły opozycyjnej i cieszyli się z nieistotnej wzmianki o Angeli Merkel. Nie powiedziałem nic co by nie siać fermentu, paliłem sobie fajkę z kilkoma znajomymi, którzy głosowali (przynajmniej wtedy) na Ruch Palikota, traktując ją jako partię, która może przynieść zmiany, naprawić ten kraj (zajmując się przywilejami duchownych, które jak wiadomo zabijają rodzimą gospodarkę, napędzają korupcję i są odpowiedzialne za powódź z 1997 roku). Zupełnie na marginesie jedna z osób uznała wtedy Jerzego Urbana za "inteligentnego ziomka".
Wracając do meritum, ponieważ w katastrofie, o której mowa, umarł brat prezesa opozycji i wielu ludzi związanych z jego środowiskiem byłoby dziwne gdyby ten machnął ręką na ten temat jak chciałyby tego media i polityc głównego nurtu. Zwłaszcza jeżeli w śledztwie tym dochodzi do tylu dziwnych "wypadków", wersja o kilku podejściach do lądowania, rzekomo pijany generał w kokpicie, słowa o prezydencie, który miał zabić jeśli nie wylądują, a które jak wiadomo nigdy nie padły. Tę wyliczankę można ciągnąć i ciągnąć wszystkie kłamstwa, które zostały wypowiedziane pozostały puszczone bez konsekwencji. Wystarczyła jedna informacja o trotylu (który na pokładzie samolotu koniec końców był), aby z pracą musiało pożegnać się kilkunastu dziennikarzy (w sumie z Rzeczpospolitej i Uważam Rze), dlatego jak ktoś o zdrowych zmysłach może mówić, że do walki politycznej "Smoleńsk" jest używany przez PiS, skoro brat zmarłego prezydenta musi niewzruszony przyjmować największe bzdury, patrzeć jak samolot jest cięty, a następnie niszczeje pod gołym niebem, a gdy ktoś ze środowiska dziennikarskiego opowiada się po jego, publikuje nie do końca potwierdzoną (wtedy jeszcze) informację to traci pracę.
"Smoleńska" używają przeciwnicy PiSu, to nie jest odważna opinia, alternatywny punkt widzenia, to jest fakt. Można powiedzieć na ten temat wszystko, obrazić każdego, kazać rodzinom płacić za ekshumacje, nawet jeżeli są ku temu podstawy (podmienione trumny?!), można wszystko jeżeli celem wypowiedzi jest poniżenie prawicowej opozycji.
Dlaczego Rosja, która nie jest traktowana jak normalne demokratyczne państwo, w tej konkretnej sprawie obdarzona została przez wszystkich pełnym zaufaniem? Wszyscy wiedzą, że rosyjskie służby gotowe są tropić swoich zdrajców, niepokornych dziennikarzy. Urządzać pokazowe procesy dla przeciwników tamtejszego systemu. Jeżeli są zdolne do tego wszystkiego to dlaczego nie mogłyby chcieć zabić kogoś kto próbował zatrzymać ich próbę powrotu na Kaukaz? Kogoś komu bardzo zależało na Ukrainie w Nato i UE, kto próbował stworzyć wspólną inicjatywę wymierzoną bezpośrednio w rosyjski imperializm. Dlaczego to takie niesamowicie fantastyczne? Z jednej strony ci sami ludzie "lajkują" na facebooku inicjatywy Amnesty International przeciwko Pussy Riots, a z drugiej odrzucają złą wolę ich oprawców w sprawie "Smoleńska"?
"Smoleńsk" to nie jest jakiś polityczny oręż dla PiSu, dzięki któremu partia ta będzie mogła zbijać kokosy, jest raczej maczugą, którą można ją okładać. Temat, w który zawsze można Kaczyńskiego wciągnąć. Jest przekleństwem i utrapieniem, żadną religią. Nie ma czegoś takiego jak religia smoleńska, próbują ją tworzyć środowiska związane z lewicą żeby ośmieszyć prawice. Sprawa smoleńska, może jednoczyć ludzi dla, których sprawiedliwość jest wartością, tylko tyle. To jak mówić, że istnieje mit eutanazji, czy feministki tłoczą się wokół kultu aborcji. Z czystej przyzwoitości, żeby nie babrać się w gównie nikt tego jednak tak nie nazwał.
Kilka tygodni przed wyborami z 2011 paląc papierosa ze znajomymi z uczelni usłyszałem, że PiS nie ma programu. "Słyszałeś cokolwiek co powiedział Kaczyński poza Smoleńskiem? Jakiś konkret?". Mogłem powiedzieć wtedy wiele, mogłem powiedzieć o forsowanym programie alternatywy, który zaczynał się już wtedy. O tym jak wszyscy odliczali kiedy uda sprowokować się prezesa największej siły opozycyjnej i cieszyli się z nieistotnej wzmianki o Angeli Merkel. Nie powiedziałem nic co by nie siać fermentu, paliłem sobie fajkę z kilkoma znajomymi, którzy głosowali (przynajmniej wtedy) na Ruch Palikota, traktując ją jako partię, która może przynieść zmiany, naprawić ten kraj (zajmując się przywilejami duchownych, które jak wiadomo zabijają rodzimą gospodarkę, napędzają korupcję i są odpowiedzialne za powódź z 1997 roku). Zupełnie na marginesie jedna z osób uznała wtedy Jerzego Urbana za "inteligentnego ziomka".
Wracając do meritum, ponieważ w katastrofie, o której mowa, umarł brat prezesa opozycji i wielu ludzi związanych z jego środowiskiem byłoby dziwne gdyby ten machnął ręką na ten temat jak chciałyby tego media i polityc głównego nurtu. Zwłaszcza jeżeli w śledztwie tym dochodzi do tylu dziwnych "wypadków", wersja o kilku podejściach do lądowania, rzekomo pijany generał w kokpicie, słowa o prezydencie, który miał zabić jeśli nie wylądują, a które jak wiadomo nigdy nie padły. Tę wyliczankę można ciągnąć i ciągnąć wszystkie kłamstwa, które zostały wypowiedziane pozostały puszczone bez konsekwencji. Wystarczyła jedna informacja o trotylu (który na pokładzie samolotu koniec końców był), aby z pracą musiało pożegnać się kilkunastu dziennikarzy (w sumie z Rzeczpospolitej i Uważam Rze), dlatego jak ktoś o zdrowych zmysłach może mówić, że do walki politycznej "Smoleńsk" jest używany przez PiS, skoro brat zmarłego prezydenta musi niewzruszony przyjmować największe bzdury, patrzeć jak samolot jest cięty, a następnie niszczeje pod gołym niebem, a gdy ktoś ze środowiska dziennikarskiego opowiada się po jego, publikuje nie do końca potwierdzoną (wtedy jeszcze) informację to traci pracę.
"Smoleńska" używają przeciwnicy PiSu, to nie jest odważna opinia, alternatywny punkt widzenia, to jest fakt. Można powiedzieć na ten temat wszystko, obrazić każdego, kazać rodzinom płacić za ekshumacje, nawet jeżeli są ku temu podstawy (podmienione trumny?!), można wszystko jeżeli celem wypowiedzi jest poniżenie prawicowej opozycji.
Dlaczego Rosja, która nie jest traktowana jak normalne demokratyczne państwo, w tej konkretnej sprawie obdarzona została przez wszystkich pełnym zaufaniem? Wszyscy wiedzą, że rosyjskie służby gotowe są tropić swoich zdrajców, niepokornych dziennikarzy. Urządzać pokazowe procesy dla przeciwników tamtejszego systemu. Jeżeli są zdolne do tego wszystkiego to dlaczego nie mogłyby chcieć zabić kogoś kto próbował zatrzymać ich próbę powrotu na Kaukaz? Kogoś komu bardzo zależało na Ukrainie w Nato i UE, kto próbował stworzyć wspólną inicjatywę wymierzoną bezpośrednio w rosyjski imperializm. Dlaczego to takie niesamowicie fantastyczne? Z jednej strony ci sami ludzie "lajkują" na facebooku inicjatywy Amnesty International przeciwko Pussy Riots, a z drugiej odrzucają złą wolę ich oprawców w sprawie "Smoleńska"?
"Smoleńsk" to nie jest jakiś polityczny oręż dla PiSu, dzięki któremu partia ta będzie mogła zbijać kokosy, jest raczej maczugą, którą można ją okładać. Temat, w który zawsze można Kaczyńskiego wciągnąć. Jest przekleństwem i utrapieniem, żadną religią. Nie ma czegoś takiego jak religia smoleńska, próbują ją tworzyć środowiska związane z lewicą żeby ośmieszyć prawice. Sprawa smoleńska, może jednoczyć ludzi dla, których sprawiedliwość jest wartością, tylko tyle. To jak mówić, że istnieje mit eutanazji, czy feministki tłoczą się wokół kultu aborcji. Z czystej przyzwoitości, żeby nie babrać się w gównie nikt tego jednak tak nie nazwał.
Sunday, September 9, 2012
Wszystkie odcienie moheru
Jakie są jego wszystkie odcienie? Oczywiście określnie to ukuło
wobec zwolenników jednej formacji politycznej, ale przecież każda opcja ma swój
„żelazny elektorat”.
Z jakiegoś jednak
powodu wszyscy doszli jednak do wniosku, iż kpić można z jednego, słynne akcje takie
jak „schowaj babci dowód” bawiły nadwiślański lud kilka lat temu. Tak przyjęło
się już, że lwią część głosujących na Prawo i Sprawiedliwość stanowią osoby po
60 roku życia, które codziennie odbywają kurs na trasie dom – kościół. Tradycyjnie
przedstawia się zwolenników prezesa jako ksenofobiczną, agresywnie nastawioną
masę, która jest nawet nie tyle konserwatywna co po prostu zacofana,
faszystowska i ciemna. Byłoby jednak zbyt oczywiste gdybym teraz tutaj zaczął
pisać, że to bzdura, że” jak to tak można” i brał w obronę cały elektorat PiSu.
Na marginesie to
przydałby się tym wszystkim głosującym na Kaczyńskiego i jego formacje dobry
adwokat, bo politycy, którzy zawdzięczają im swoje głosy sami w ten sposób
rysują swoich sympatyków. Przecież każdy najbardziej debilny pomysł rzucony
przez, któregoś z posłów największej opozycyjnej partii zawsze jest motywowany
chęcią puszczenia oka do swoich stałych wyborców. W ten sposób można zgłosić
pomysł koronowania Chrystusa na króla Polski (kiedyś), albo karania in vitro
więzieniem (mniej kiedyś). Swoją drogą i
tak z zazdrością na zwolenników PiSu mogą patrzeć głosujący na Janusza Korwin
Mikke, którzy przed każdymi wyborami drżą, żeby ich idol nie walnął jakąś
głupotą. Ciężko jest tłumaczyć się elektoratowi UPR (Platformy JKM, Nowej
Prawicy itd.) z „kontrowersyjnych” wystąpień lidera. Ulubioną gimnastyką
umysłową jest wmawianie sobie, że nie interesuje ich głupi elektorat, tylko
inteligentny. Ktoś musi szepnąć Korwinowi, że istnieje coś pomiędzy
poprawnością polityczną a czystym chamstwem, bo tak to żadnego nie będzie.
Wracając do sedna notki, przypomniała mi o nim fraza „czyste
chamstwo”, to trzeba wiedzieć, że moher ma więcej odcieni. Elektorat Platformy
Obywatelskiej zwykle jest malowany jako ludzie średnio interesujący się
polityką, mieszkający w dużym mieście, tacy trochę yuppies, którzy nie chcą
obciachu kiedy będą jechać za granice. Jest w tym trochę prawdy pewnie, ale
chyba trochę za mało. Podobnie jak wylicza się partiom, tak wylicza się
elektoratowi, a wszystko można obrócić. Już przybliżam sens tego dziwnego
zdania. Zawsze przedstawia się PiS jako partię niemal faszystowską, która
kneblowała obywateli, łamała wolności i tworzyła jakiś chory autorytarny
system. Tymczasem to za czasów PO zwiększa się liczbę podsłuchów, zamyka się człowieka
prowadzącego stronę internetową, zastrzelono działacza opozycyjnej partii, a
sklepy z dopalaczami likwiduje się praktycznie w jeden dzień dla poprawienia
słupków sondażowych. Wiem, że to są stare wyliczanki, które na nikim nie robią
wrażenia, zwłaszcza na przyzwyczajonym do dwójmyślenia elektoracie platformy,
ale zawsze warto przypomnieć. A teraz do rzeczy, jak to działa na wyborcach?
Otóż oglądam sobie Szkło Kontaktowe i naprawdę bardzo polecam posłuchać sobie
dzwoniących. Raz się trafi na kobietę, która przekonuje, że „krzyż jest
przecież znakiem ‘prawych i sprawiedliwych’, a co ma Amber Gold w logo? No
właśnie krzyż!”, czy nawet człowieka, który mówi wprost, że on by Kaczyńskiego
i wszystkich od niego na szafot wysłał, niektóre wypowiedzi przerywa Miecugow,
a bardziej lajtowe (które aktualne problemy zrzucają na PiS) trwają w
najlepsze. Zresztą ja sam mam w rodzinie osoby, które mówią, że czarnuchów nie
lubią, pedałów da się leczyć, a Kaczyński „pierdoli kota”.
Na całym tym tle wydaje się, że najbardziej wyluzowany
elektorat ma PSL. W partii jest ok. 130 tysięcy osób, w ostatnich wyborach
formacja otrzymała nieco ponad milion głosów. Myślę, że z 3/4 tej liczby to
mogą być żony, kuzyni, dzieci działaczy, a także ci, którzy pracują w
różnorakich miejscach związanych, pośrednio lub bezpośrednio, z ludowcami. Ich
nikt nie denerwuje, byleby w ogródku było jak jest. Dlatego Żelichowski od 1985
siedzi sobie na wiejskiej i prędzej umrze niż nie dostanie głosów i dlatego,
żadna afera nie zatopi PSL.
Thursday, August 2, 2012
Ogórki!
Sezon ogórkowy w pełni tak więc nadszedł czas na garść
luźnych refleksji pod szyldem sieka90.blogspot.com.
1 Dlaczego prawica nie jest zdolna do wygrania
wyborów w Polsce?
Dlaczego partia Jarosława Kaczyńskiego przegrywa wszystko co
może, mimo słabnącego zaufania do rządu Donalda Tuska? Problemem w PiSie nie
jest brak demokracji wewnątrz partyjnej. Moim zdaniem nie ma to żadnego
znaczenia, nawet jeśli tak chciałaby część publicystów. Wydaje mi się, że wszystko tkwi w braku pewnej
spójności. Prawo i Sprawiedliwość tracą swoimi ciągłymi wahaniami między
wyborami, ciągłymi próbami to puszczania oka do centrowego elektoratu, to
utwardzaniem swoich zatwardziałych zwolenników. Jestem niemal przekonany, że
przez szalone pomysły takie jak karanie więzieniem za in vitro, czy zakazem
handlu alkoholem na stacjach benzynowych Jarosław Kaczyński odbiera sobie
szansę na przekroczenie 30% w jakichkolwiek wyborach na następne kilka lat.
Polskie społeczeństwo, mimo że w większości wciąż konserwatywne, nie jest w
stanie przełknąć pierwszego z tych pomysłów, oczywiście in vitro nie jest
złotym środkiem, ma swoje wady. Mrożenie zarodków musi budzić wewnętrzny
sprzeciw, ale jest jeszcze jedna strona medalu, a w coraz szybciej biegnącym świecie,
metoda in vitro jest jeszcze jednym sposobem na walkę ze spadającymi
wskaźnikami demograficznymi i dramatami bezdzietnych rodzin, człowiek, który
nie założył rodziny grzmiący o karze więzienia dla tych, którzy musieli
zdecydować się na te metodę (chyba, że ktoś lubi wydawać kilkadziesiąt tysięcy
złotych dla funu) wygląda po prostu śmiesznie. Drugi kuriozalny pomysł zaś
brzmi może ciekawie z perspektywy Warszawy, natomiast w małych miastach często
nie ma zwyczajnie sklepów całodobowych, a dystrybucja alkoholu podobna do tej w
Szwecji byłaby nad Wisłą nie do przyjęcia. Swoją drogą nie wiem jaki jest sens
utwardzania elektoratu, jeżeli chyba żadna partia nie ma go tak
zmobilizowanego, a wyborcy Jarosława wybaczają mu nawet debilne teksty o
patriocie Gierku. Poza tym szkoda, że w
Polsce wciąż nie doczekaliśmy się poważnej partii konserwatywno liberalnej,
wszystkie partie Korwina są z góry skazane na porażkę. JKM mimo wielu ciekawych
pomysłów sam strzela sobie w stopę przy co drugim występie w TV, imponując przy
tym swojej 2,5% rzeszy zwolenników, a zniesmaczając 97,5% reszty społeczeństwa.
PiS mimo przebłysków świadomości brzmi raczej jak socjaldemokracja gospodarcza
niż strażnicy świętej wolności. Ciekaw jestem też, czy Solidarna Polska to
masterplan Prezesa, czy raczej samobójstwo polityczne kilku niezłych person.
Jeżeli to pierwsze to jestem w stanie się założyć, że pomysł nie wypalił.
Jeżeli, zaś to drugie to ciekawe kiedy Ziobro i Kurski zdadzą sobie sprawę z
tego, że Polska nie potrzebuje PiSu Bis. Jestem przekonany, iż większość
społeczeństwa między Suwałkami, a Wałbrzychem ma raczej konserwatywne poglądy,
denerwuje ich nepotyzm, chcą silnej Polski, chcą wyjaśnienia katastrofy
smoleńskiej, ale nie chcą wojennej retoryki, umierania za każdą sprawę, traktowania
wszystkiego jak sprawy życia i śmierci. Dlatego nie głosują na PiS, bo wolą
poświęcić czas na pracę i rodzinę, niż czytać gazety, być ze wszystkim na
bieżąco, opowiadać się na każdy temat. Ciekaw jestem, czy kiedykolwiek zrozumie
to ktoś z władz PiSu.
2
Dlaczego lewica nie jest zdolna do wygrania
wyborów w Polsce?
Rozkwit idei nowej lewicy w Polsce można odłożyć między
bajki. Osoby pokroju Magdy Środy, słusznie zresztą, są u nas traktowane raczej
jako dziwactwa i podobnie jak Jarosław Kaczyński myli się, że nasz kraj
sterowany jest przez Moskwę i Berlin, tak słynna pani etyk ośmiesza się za
każdym razem kiedy winą za wszystko w Polsce obarcza kościół i tradycję
chrześcijańską. Janusz Palikot mający olbrzymi kapitał polityczny po ostatnich
wyborach, wydawał się być na fali. Dzisiaj można zaryzykować tezę, że był to
raczej pojedynczy wystrzał. Zryw ludzi, którzy pragnęli jakieś odnowy, której
on im nie może dać. Palenie trawki zakończone kadzidełkami okazało się być nie
do przyjęcia dla młodszej, radykalniejszej młodzieży. Droga ramię w ramię z PO
w sprawie emerytur odwróciło od Ruchu Palikota starszy elektorat ludzi
odrzuconych, którzy nie mogą patrzeć na prawicę, a komunistyczna lewica zbyt
często odwracała się do nich plecami. Mówiąc krótko, wyborcy chcieli
pornografię, a ekscentryczny lider może im zaoferować jedynie pocałunki pod
kołderką. Nikt nie wierzy już w radykalizm cynicznego bogacza. Musiałoby powtórzyć
się jakieś trzęsienie, żeby partia podbiła swój wynik. A z SLD jak z SLD. 10
lat temu Miller był co prawda premierem, ale od tamtego czasu otarł się nawet o
Samoobronę. Gwardia, która rządzi Sojuszem nie jest w stanie przyciągnąć do
siebie młodszego elektoratu, komunistyczna przeszłość (i teraźniejszość) wielu
ludziom również staje w gardle. SLD może liczyć na odpływ wyborców z RP, ale
nie będzie w stanie z obecną ekipą przebić wyników Grzegorza „Gdzie podziała
się moja charyzma?” Napieralskiego. Skupieni wokół władzy w Sojuszu powinni
zacząć myśleć co zrobić na przyszłość. Ich żelazny elektorat już długo nie
pociągnie nawet bez wyroków w więzieniach. Polska lewica miota się między
radykalizmem zachodnich odpowiedników, a statusem quo zaproponowanym przez
ludzi, którzy dzisiaj kojarzą się tylko z kłamstwem i brakiem honoru. Pytanie
czy między tymi dwoma formacjami, ktoś w końcu zdecyduje się na zdrową
socjaldemokratyczną część czerwonego tortu. Bez przymusowej emancypacji i
apostazji, a z prawdziwym spojrzeniem na problemy młodych ludzi. Przecież to
olbrzymia gałąź do zagospodarowania, może być politycznym czarnoziemem lewicy.
Z drugiej strony powstawały już mniejsze i większe socjaldemokratyczne twory na
rodzimej arenie, więc to też nie musi być kluczem do zwycięstwa. Z drugiej
jednak strony puste hasła nie pociągną Palikota tak daleko jak jego dawnego
szefa, a PZPR nie ma prawa wygrywać w III RP.
3 Dlaczego Niemcy nie są w stanie wygrywać
turniejów?
Od ostatniego triumfu drużyny, o której kiedyś Gary Lineker
powiedział, że na końcu zawsze zwycięża, minęło już 16 lat. W między czasie dwa
razy dotarła do finału dużej imprezy i trzy razy zdobyła trzecie miejsce, a
przecież w 2000 i 2004 nie udało się jej
nawet wyjść z grupy. Komentatorzy piłkarscy zachwycają się stylem
młodzieży, ale ta nie chce wystrzelić. Pytanie, czy w ogóle ma szansę? Przecież
zmarnowanych generacji w piłce nożnej zawsze było więcej niż tych złotych.
Przykłady? Holandia z czasów Kluiverta, Cyruffa, ale też dzisiejsza pod
dowództwem Robbena, mimo świetnych nazwisk nie wygrywa niczego. Anglicy, którzy
przez 10 lat na środku polu mieli Lamparda, Gerrarda, Barrego i Parkera też
odchodzą do przeszłości, nigdy nie zdobyli nawet brązowego medalu. Czy Niemcy
podzielą los wyżej wymienionych? W sporcie ciężko prorokować coś na więcej niż
rok w przód. Kto dwa lata temu powiedziałby, że Muller nigdy tak dobrze jak na
Mundialu w RPA już grać nie będzie? Przychodzą co prawda nowi młodzi i zdolni,
ale ciężko powiedzieć żeby mieli oni przed sobą drogę usłaną różami. Kiedy
Balotelli ładował do siatki drugą bramkę zapewne wielu komentatorów zachodziło
w głowę, kiedy w końcu nastąpi eksplozja piłkarskich talentów zza Odry? Od 2006
zmieniają się nazwiska, kadra robi się coraz młodsza, jeszcze lepsza, jeszcze
energiczniejsza i wciąż jeszcze bardziej nienasycona. W dodatku turniej za dwa
lata odbywa się w Brazyli, a w zawodach odbywających się poza Europą drużyny ze
Starego Kontynentu nie są najskuteczniejsze. 2002 – zwycięstwo Brazylii, 1994 –
też Brazylia, 1986 – Argentyna, 1978 – Argentyna, 1970 – Brazylia i 1962 –
Brazylia. Nie ma nawet sensu wydłużać tej listy. Zwycięstwo przed dwoma laty
Hiszpanów miało miejsce w RPA, ale umówmy się, że Hiszpania miała wtedy jedną z
najlepszych drużyn narodowych w historii całej piłki nożnej. Trzon kadry się
nie zmienia a zawodnicy wygrywali w Polsce i na Ukrainie trzeci wieli turniej z
rzędu co nie udało się nikomu nigdy. Może to właśnie Hiszpanie są ostatnią
przeszkodą na drodze Niemców do całkowitej dominacji? Od zgodzenia się z tą
tezą dzielą mnie jednak dwie bramki Mario Balotellego.
Subscribe to:
Posts (Atom)