Wednesday, June 29, 2011

Nihil Novi

Przed moim miesięcznym wyjazdem, „w pogoni za chlebem”, uznałem za słuszne napisanie tutaj jeszcze kilku zdań.


Jesienią tego roku czekają nas jedne z najważniejszych wyborów parlamentarnych w historii Polski. Tylko od nas zależy, czy będziemy dłużej pozwalali na upadlanie i lżenie prawdy, czy będziemy godzić się na kłamstwa. My wszyscy zadecydujemy w jakim kraju chcemy żyć. Czy chcemy zacząć w końcu mieszkać w państwie świadomym swojej wartości, silnym i gotowym by podjąć wyzwanie rzucone nam przez współczesny świat. Wyzwanie rozsądnej modernizacji i wejścia w wyższy krąg cywilizacyjny. Prawda jest niestety taka, że w Polsce dominuje postawa, która każe dopatrywać się naszego postępu w budowie Orlików, stadionów na Euro, jednego drapacza chmur w stolicy więcej, czy stosunku do par homoseksualnych. Tymczasem jest to rozwój co najwyżej fasadowy.


Nie uważam żeby budowanie autostrad w Polsce było złe, czy zbędne. Tylko czy naprawdę nasze państwo musi się kompromitować na każdym kroku? To co ma być wizytówką nowoczesnego kraju robione jest przez chińskie konsorcjum, działające do tej pory w bananowych republikach i innych krajach trzeciego świata. Sukcesu nie można budować na zasadzie „byle szybciej, byle taniej”. Nie tędy droga panie premierze. Nie mam pojęcia też w jaki szczególny sposób o naszej światłości miałoby świadczyć zalegalizowanie związków homoseksualnych? Przez całą historię ludzkości, poza ostatnim dziesięcioma latami, nigdy nigdzie nie było formalnego przyzwolenia na tego typu małżeństwa. Co ciekawe, z tego co się orientuję, udało stworzyć się nie tylko koło, ale nawet rakietę i dolecieć na księżyc, więc do postępu niezbędne to nie jest. Intrygująca jest również ewolucja słowa „homofobia” na przestrzeni tych „kilku chwil”. Jeszcze kilka lat temu homofobem był ten kto rzucał obelgi w stronę homoseksualistów, czy odmawiał im prawa do życia. Dzisiaj homofobem jest już ten kto sprzeciwia się małżeństwom, nie chcę być złym prorokiem, ale obawiam się, że to redefiniowanie będzie postępowało. Wolność jest ważna, wydaje mi się, że najważniejsza, ale nie dajmy sobie wmówić, że wolność od pasa w dół ma być jej miarą.


Ale stosunek do par gejowskich i lesbijskich nie jest jedyną obyczajową oznaką „dojrzałości społeczeństwa”. Niejako z obowiązku muszę napisać jeszcze o aborcji czy eutanazji. Warto pomyśleć czasami, przy sporze a propos tego pierwszego, że to nas można było pozbawić życia w imię fałszywie pojmowanej „wolności” czy tzw. „prawie o decydowaniu kobiety”, które polega na tym, że zwyczajnie zabijamy człowieka, jeszcze nie gotowego żeby przeżyć samemu, ale już unikalnego i niepowtarzalnego. Naukowcy wciąż przesuwają granicę i pokazują nam, że człowieczeństwo zaczyna się wcześniej niż jeszcze „wczoraj” sądziliśmy. Co do eutanazji, zwątpienie starych ludzi, którzy wydają się być ciężarem, będzie tym większe im więcej będziemy mówić. Jest oczywiste, że starszy, załamany człowiek łatwo podejmie decyzje o swoim zniknięciu, lecz czy, gdyby rozciągać to dalej, nastolatek w depresji, lub młody człowiek pozbawiony chwilowo perspektyw, również miał taką możliwość to skąd pewność, że też by z niej nie chciał skorzystał? Zamiast reklamować osobom w jesieni życia hasła o „godnej śmierci”, powinniśmy wyzwalać w nich potrzebę do czerpania z życia tego co najlepsze. Warto rozpatrywać też czarny scenariusz, do czego może doprowadzić taka promocja i takie pojmowanie „postępu”. Pisarze Sci-Fi czy XX wieczni antyutopiści już dawno wysnuli wizję społeczeństwa, gdzie przymusowo „eliminuje” się jednostki słabe. Zresztą przykładów nie trzeba wcale szukać w literaturze, przecież ledwie kilkadziesiąt lat temu naziści w Niemczech w ramach akcji T4 uśmiercili dziesiątki, a może setki, tysięcy ludzi. Intrygujące jest to, że zwolennicy zabijania nienarodzonych, czy niedołężnych podobnie jak hitlerowcy, wobec eugeniki czy holocaustu, nigdy nie mówią o zabijaniu tylko o „usuwaniu ciąży”, czy właśnie „godnym odejściu”. Zagadkowe dla mnie jest dlaczego „przyjaciele” aborcji i eutanazji są przeciwnikami kary śmierci? Dlaczego decydują o zabijaniu nienarodzonych, a w nie są w stanie powiedzieć „on zasługuję na śmierć”, kiedy mowa o bestialskim zwyrodnialcu. Zwłaszcza jeśli widzimy jak w wysoko rozwiniętych krajach więzienia zaczynają wyglądać jak trzygwiazdkowe hotele. Prawem człowieka nie może być zabijanie drugiego w imię postępu. To jest właśnie cywilizacja śmierci.


Z innej beczki, jeszcze kilkanaście miesięcy temu chwaliłem rząd Tuska za wstrzemięźliwość w wydawaniu pieniędzy w obliczu kryzysu. Wtedy Prawo i Sprawiedliwość proponując swój pakiet stymulujący gospodarkę było w błędzie, ale czas pokazał, że moje ciepłe słowa wobec ekipy będącej u władzy, również okazały się przedwczesne. Przepełnia mnie ciekawość jak to możliwe, że ludzie będący zwolennikami liberalnej gospodarki, podatku liniowego i wolnego rynku nagle okazali się najzwyklejszymi socjalistami. Rząd zadłuża kolejne pokolenia, tylko kwestią czasu jest kiedy sfrustrowani ludzie zaczną okupować place w największych miastach, a Polska okaże się drugą Grecją. Bo moi drodzy, jeśli w jednego miesiąca wydamy 1000 złotych za dużo, a drugiego będziemy już 2500 pod kreską to trzeba dużej dozy naiwności żeby uwierzyć, iż trzeciego wyjdziemy na prostą. Długi same się nie spłacą. Wyzwanie rządowi rzucił nawet powszechnie poważany Leszek Balcerowicz, i co? I nic. Jego autorytet musiał ugiąć się pod populistyczną spiralą. Jednak życie na kredyt nie jest – chociaż marne to pocieszenie – domeną tylko naszego rządu. To plaga w całej Europie. W Hiszpanii młodzi protestują, bo państwo nie zapewnia im perspektyw, w Grecji ludzie uważają, że raz danych przywilejów ruszyć nie można. Tymczasem w USA, zarządzanym przez pierwszego w historii czarnoskórego prezydenta, w siłę rośnie Tea Party, ze swoimi hasłami krzyczącymi, że władza ma wreszcie dać im wolną rękę, a Barack Obama ma przestać pompować miliardy dolarów. Za oceanem ludzie zdają sobie sprawę, iż kryzysu nie da się przezwyciężyć szastając pieniędzmi na lewo i prawo, a jedynym logicznym wyjściem jest obniżenie podatków i upraszczanie przepisów. Zamiast podatku liniowego w Polsce mamy podwyżkę VATu. Szkoda, że nasz premier nie pamięta o tym co mówił jeszcze kilka lat temu.


Ale amnezja nie jest domeną tylko będących przy władzy, a również – chociaż w Polsce może przede wszystkim – wyborców. Jak słusznie prorokowałem 19 października nie przyniósł żadnego przełomu. Dla niezorientowanych, był to dzień, w którym członek łódzkiego biura PiS został zastrzelony. Odpowiedzią na to morderstwo było zbagatelizowanie sprawy, media stwierdziły, iż zabójca był psychicznie chory, a jeśli już ktoś powinien czuć się winny to Jarosław Kaczyński, bo używa on „mowy nienawiści”. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić co by działo się w tych samych mediach, gdyby to członek PO został zastrzelony przez zwolennika prawicy. Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej zakłamania polskich ośrodków opiniotwórczych. Ostatnio z TVNowskich Faktów dowiedziałem się, że porównywanie Donalda Tuska do Gierka jest nie na miejscu, ponieważ premier został wyłoniony w wyniku wyborów powszechnych. Ciekaw jestem, gdzie byli ci sami dziennikarze, gdy o PiS mówiono tylko w kategoriach budowy przez Kaczyńskiego i Ziobrę państwa policyjnego, gdy mówiono o tym, że rządy Prawa i Sprawiedliwości są zagrożeniem dla demokracji i wolności słowa w Polsce. Śmiech przez łzy może w tym momencie wywoływać przytaczanie tamtych sytuacji, gdy niedawno pewien internauta został zatrzymany za to, że prowadził stronę, na której naśmiewał się z obecnego prezydenta. Można by tak wymieniać dalej, (chociaż nie ma to większego sensu) ale zwrócę jeszcze uwagę na to co często się pojawia, jakoby Jarosław Kaczyński mówił cokolwiek o „prawdziwych Polakach”. Co jest w tym dziwnego? Może to, że prezes opozycji NIGDY tych słów nie powiedział, a w usta włożyła mu je – jakżeby inaczej – dziennikarka TVNu. Trudno, stało się, zresztą i tak pewnie „głupi kaczor” miał to na myśli.


Wielką słabość Polski można zobaczyć, gdy spojrzy się na zachowanie naszego kraju wobec większych państw. Warszawa nie jest już liderem w regionie, strategiczne stosunki z Ukrainą, czy Litwą stały się przeszłością. Dzisiaj Tusk akceptuje kolejne programy wdrażania zielonej energii, co dziwi o tyle, że po pierwsze wpływ człowieka na globalne ocieplenie nie jest do dziś potwierdzony - zmiany klimatyczne są całkiem naturalne, do czego chyba nikogo nie muszę nawet przekonywać. Po drugie większość patentów na „ekologiczną siłę” pochodzi z Europy zachodniej (czyli z krajów, które najgłośniej krzyczą o potrzebie „ochrony planety”) i pochłonęły one grube miliony. Polski najzwyczajniej w świecie, przy jej zasobach surowcowych i stanie obecnym tego typu instalacji, nie stać na płacenie kar za nadmierną emisję CO2. Niemniej intrygujące jest totalne zerwanie, o czym już wspomniałem, z budowaniem sobie pozycji lidera regionu przez polski MSZ. Premier Tusk i minister Sikorski zdają się wierzyć, że NATO i Unia Europejska dadzą nam wszystko czego potrzebujemy. W jakiej kondycji są obie te organizacje pokazały ostatnie miesiące. W Brukseli nikogo nie interesuje nasze bezpieczeństwo energetyczne. Port w Świnoujściu przez gazociąg północny jest zablokowany dla większych jednostek, a Moskwa nie musi się martwić o tranzyt gazu przez Polskę i to za przyzwoleniem Berlina, stanowiącego największą siłę w UE. Dodatkowo zobowiązaliśmy się pod presją na „pomoc” Grecji w wysokości miliarda złotych – co przy kondycji naszych finansów wydaje się być kiepskim żartem. Natomiast Sojusz Północnoatlantycki nie potrafi zareagować wobec prób demokratyzacji w Libii. Niektóre kraje udostępniają lotniska, inne dają kilka samolotów, a duża część zwyczajnie umywa ręce, bo to nie ich problem. Tymczasem my Polacy najlepiej wiemy co znaczy czekać na pomoc, która nie nadchodzi. Tematem na inny wpis jest katastrofa smoleńska, która obnażyła wszystkie słabości naszego państwa. Najpierw mieliśmy do czynienia z kampanią dezinformacji, czy piloci pokłócili się przed odlotem, czy prezydent się nie upił i nie naciskał, ile było prób lądowania, później przełknęliśmy gorzką pigułkę, którą był raport MAK. Chyba, że ktoś poważnie bierze pod uwagę informacje dotyczące zdenerwowania premiera, albo polskiego raportu, którego ukazanie się jest wciąż przekładane. Naprawdę ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest „znęcanie się” na Smoleńskiem, ale bezsilność polskich władz i postawa Rosjan są zbyt uderzające by o nich nie myśleć.


Jednak jest nadzieja w tym wszystkim. Już za kilka miesięcy będziemy mieli niepowtarzalną szansę by odwrócić bieg wydarzeń i odsunąć od władzy ludzi niekompetentnych, skorumpowanych i kłamliwych. Możemy dać się ponieść straszeniu „faszystowskim” PiSem i innymi tego typu bzdetami, ale najpierw zastanówmy się co mówią nam fakty, a one są dla rządzących bezlitosne. Ostatnie 4 lata zostały stracone, zamiast się rozwijać nasz kraj powoli, ale z uporem rządzących, obraca się w ruinę i karykaturę. Szansa by zmienić Polskę jest w naszych rękach, wystarczy iść do wyborów i pokazać Tuskowi czerwoną kartkę.

Saturday, June 11, 2011

Asia i Bartuś to kłamczuchy!

Wielka sala, tysiące polityków różnego szczebla, odśpiewanie hymnu na stojąco, oglądanie życzeń od byłego działacza partii, a przed wystąpieniami kolejnych osób słychać „Jump” Van Halen. Kilkaset kilometrów dalej spotkanie z młodymi i słowa o ich wielkiej roli w modernizacji Polski, która musi być nowoczesna i prężna. Pierwszy ze zlotów jest, nie ukrywajmy tego, przesycony wiochą. Tanią rodzimą wiochą, podpatrzone na zachodzie i spieprzone na wschodzie – standard. Drugie zaś wydaje się być najzwyklejszym orędziem polityka do młodzieży. Co ciekawe jedno z nich było konwencją z okazji 10lecia Platformy Obywatelskiej, a drugie to Zjazd Forum Młodych PiS.


Tania wiocha, nijakość, przesłodzenie, spektakl, tandeta. Inaczej nie potrafię odnieść się do zjazdu PO, który mógł co najwyżej bawić. I nie wiem tylko co było najśmieszniejsze, Tusk mówiący żonie, że ją kocha, Arłukowicz siedzący koło Kluzik-Rostkowskiej, która notabene kilka dni wcześniej przyrzekała, że do wyborów wystartuje z list PJN. A może zabawniejsze było „orędzie” prezydenta do swoich „byłych” kolegów, premier powołujący się na Bartoszewskiego, który do spółki z Wajdą postanowili rozmienić swój autorytet na drobne. A zapomniałem jeszcze o prowadzącym „galę” Sławomirze Nowaku, który z pewnością powinien być brany pod uwagę jako poważna kandydatura do prowadzenia wszelkiego rodzaju odpustów – „Wszyscy podnoszą kartoniki!”. Oczyma wyobraźni widzę bój wójta gminy Słupca z sołtysem Wilcznej o udział tego konferansjera na corocznych obchodach jakiegoś prowincjonalnego święta lasu.


Oczywiście zapomniałem dodać, że dzisiejszy dzień był również niezwykły dla lewicy. Otóż w Warszawie odbyła się kolejna parada równości, która przypomniała obywatelom o najważniejszym problemie Polski – co z homoseksualizmem? Jak powszechnie wiadomo jest to poważny problem. A z całą pewnością dużo poważniejszy niż jakiś kryzys finansów publicznych, marginalizacja kraju na arenie międzynarodowej, bezpieczeństwo energetyczne, czy inne duperele. Lewica zajmuje się tylko prawdziwymi ludzkimi problemami takimi jak niemożność zawarcia formalnego związku przez dwie osoby tej samej płci, niemożność odpięcia wtyczki podtrzymującej przy życiu jakiegoś starucha, półczłowieka-półwarzywko, czy usunięcia z brzucha kobiety jakieś zygoty, zlepku komórek, efektu ubocznego, któreś z namiętnych nocy rozpływającej się w oparach alkoholowych. To są poważne problemy dotykające każdego z obywateli. Miejmy nadzieję, że Grzegorz Napieralski będzie miał dla SLD lepszą piosenkę niż ostatnio i poprowadzi Sojusz do zwycięstwa. Nie wiem Grzesiu, czy wchodzisz na mojego bloga, ale zespół Video nagrał ostatnio płytkę, a inni przedstawiciele rockowej sceny z bandu Manchester ciągle koncertują, z tego co gdzieś zasłyszałem. Inspiracją może być też oglądanie ITV. Jakbyś za długo oglądał i trafił na EzoTV przypadkiem to nie dzwoń do wróżbity Macieja, nie ma sensu. Ja ci powiem jaki będzie wasz wynik na jesieni – 13%, co z całą pewnością zostanie okrzyknięte jako spektakularny sukces lewicy i wynik nadspodziewanie dobry.


Wszyscy potencjalni wyborcy czerwonych, którzy nie należeli kiedyś do PZPR, nie są homoseksualistami, feministkami, młodymi idealistami i tak zagłosują na PO. Dlaczego? Danuta Hübner, Dariusz Rosati (pojawił się na dzisiejszym szczycie) i Bartosz Arłukowicz to bardzo mocne lewe skrzydło partii wszystkich i nikogo. Ten ostatni jest z jednej strony małą niespodzianką, w końcu to on był pierwszym czerwonym krytykiem polskiej chadecji, jak mówią o PO jej działacze. Ale oddajmy głos samemu zainteresowanemu: PO jest obła, śliska, taka masa, która się podporządkowuje oczekiwaniom zewnętrznym. (...) Mistrzem plastikowości jest Donald Tusk. Szanuję go jako premiera, ale on jest strasznie miałki poglądowo. Tak mówił o swojej aktualnej partii jeszcze pół roku temu. O tym jak mówiła Kluzik-Rostkowska nie chce mi się nawet pisać, bo to kompletna strata czasu.

Zjazd pokazał przede wszystkim jak bardzo bezpłciową partią jest formacja Tuska. Z jednej strony mamy tu byłych PiSowców, wspomnianą już, Kluzik-Rostkowską, Sikorskiego, Borusewicza, osoby, którym do PiS poglądowo bardzo blisko Gowin czy Niesiołowski. Z drugiej, wspomniane już, czerwone trio, z którego dwójka była niegdyś w PZPR. PO jest partią, której celem jest władza sama w sobie. Partią karierowiczów, którzy spluwają na ideę. Czasami tylko ciężko uwierzyć w to jak niektórzy mogą się zeszmacić. I w tym wszystkim szkoda tylko siebie nawzajem, szkoda państwa.


PS

Po wszystkich perypetiach ostatecznie żegnamy się z PJN. Było miło, będziemy was pamiętać!

Tuesday, May 17, 2011

Pożegnanie z Afryką

W zamierzchłych czasach, kiedy zastanawiałem się co z prawem jazdy i maturą, ale nie aż tak znowuż odległych, kiedy mówiłem, że SLD to jakaś opcja, a PiS nazywałem partią faszystów, zakochałem się, politycznie. Charakterystyczną rzeczą dla młodości jest idealizowanie świata, odrzucanie kompromisów i ogólnie przyjętych norm. Brak akceptacji wobec zastanego stanu rzeczy. Nie pamiętam już dokładnie, kiedy przyszedł ten moment, ale jest faktem, że w pewnym momencie stałem się zaciekłym „korwinistą”. Nie uważam tego za powód do wstydu, natomiast dzisiaj wiem, że świat nie jest, aż tak czarno-biały jak chciałbym tego Janusz Korwin-Mikke.

W świecie, w którym libertarianizm stał się ideologią niemal na wymarciu, coraz ciężej mówić o wolnym rynku. Kiedy premierzy zachodnich państw stają w obronie narodowych koncernów, w dobie kryzysu nie da się o nim mówić inaczej niż o pobożnym życzeniu. Funkcjonowanie jednego kraju na zasadach, o których Korwin-Mikke mówi, byłoby praktycznie samobójstwem.

Jest wiele spraw, w których z panem Januszem nie mogę się nie zgodzić, jego stosunek do własności prywatnej, podatków, prywatyzacji służby zdrowia, kary śmierci, legalizacji narkotyków i tak dalej. Natomiast uderzające jest to co widzę coraz wyraźniej. Im dłużej słucham jego wypowiedzi, czytam jego blog, tym bardziej uderzające są wnioski, do których doszedłem. Ekslider UPR sam tego nigdy nie przyzna, ale to bije z jego tekstów. On nie jest politykiem, jest publicystą. Tylko i aż. Dżentelmenem w starym dobrym stylu, którego pomysły jednak są zwyczajnie archaiczne. Idee krzewionego przez niego i jego internetową armię nie są żadnym remedium, mogą one stanowić najwyżej punkt wyjścia do dalszych rozważań nad kształtem państwa i jego funkcjami. Jako wspomniany dżentelmen starej daty powinien się schować w szklanej gablocie i ograniczyć się do bycia symbolem. Tymczasem Janusz mówi i mówi za dużo.

W swojej twardej retoryce, bezkompromisowości, nie różni się on niczym od tych, których wszędzie widzi – socjalistów. Jego założenia niestety tak samo mają się do rzeczywistości jak te formułowane przez marksistów. Wolny rynek wbrew temu co mówi, nie jest cudownym panaceum. JKM odrzuca w założeniach naturę ludzką, która niestety nawet bez socjalistów jest zwyczajnie ułomna i nieuczciwa. Nawet jeśli dostrzega choroby takie jak zmowy cenowe to i tak zwala winę za ich powstanie na socjalizm. Co z tego, że robi to dobrze - przedstawia swoją rację tak, że mają one ręce i nogi, skoro te racje z góry są pozbawione sensu, a w jego rozważaniach często można spotkać związki przyczynowo skutkowe na poziomie „krzesło ma cztery nogi, pies też, więc oboje muszą mieć serce”. Często generalizuje, wygłasza tezy łatwe do obalenia, czy takie, które wstyd komentować, jak np. ta, że kobiety przejmują przez łóżko poglądy od mężczyzn. Traktuje samego siebie jak guru i wyrocznie, a jego rozmówcy nieraz zanim wypowiedzą jakikolwiek argument są obrzucani epitetami, których używa się raczej w działach politycznych tabloidów. Wbrew temu co mówi, bezrobotnym nie jest się tylko z wyboru (lenistwa). A w jego sztandarowej tezie o tym, iż świat taki jaki on chce widzieć był już w historii zauważalny w USA w XIX wieku, nie akcentuje on takich rzeczy jak choćby niewolnictwo, czy sytuacja geopolityczna Stanów Zjednoczonych. Janusz Korwin-Mikke nie jest politykiem, nie ma papierów żeby nim być.

Są jednak okoliczności łagodzące, o których nie wspomniałem, a które sprawiają, że ja z Jego Królewską Mością rozstaję się raczej w pogodnej atmosferze i daleko mi do całkowitego odcięcia się czy krytyki całościowej. Po mojej miłości coś mi niewątpliwie pozostanie. Eurosceptycyzm, stosunek do gejowskich aktywistów, w końcu to on sformułował jakże trafną tezę o tym, że gejowski aktywista ma się tak do homoseksualisty, jak przewodniczący związku zawodowego do robotnika. Również JKM, cytując Orwella, nazwał ideały „nowej” lewicy słusznie „wolnością od pasa w dół”. Wciąż pozostaje on postacią o dużej ostrości widzenia, która dostrzega pewne, ciężkie do przełknięcia, prawdy.

I tak sobie myślę, że to chyba nie ja zrezygnowałem z głosowania na niego, ale on sam rezygnuje z głosów co jakiś czas wypowiadając swoje krzywdzące uogólnienia. Ja rozumiem, że on mówi twardo żeby bardziej trafiać bardziej trafić, że celowo przejaskrawia, ale to w świecie poprawności politycznej, kiedy język trzeba temperować, jest strzałem w stopę dla polityka, a wiatrem w żagle dla publicysty, a pan Janusz będąc rozkroku, niestety nigdy nie będzie poważnie branym pod uwagę w jednym czy drugim. Poza tym jestem przekonany, że gdyby media były odrobinę uczciwsze to JKM w sejmie by jednak był. Przykłady? W ostatniej kampanii prezydenckiej w sondażach zawsze uwzględniany był Pawlak czy Olechowski, czyli kandydaci, którzy znaleźli się za Korwinem-Mikke (jego wynik zazwyczaj prezentowany był w kolumnie „Pozostali kandydaci”). Nie mówiąc o sytuacji, w której miał w sondażu wyższe notowania od szefa PSL-u, ale był prezentowany pod nim, dopiero po rozwinięciu listy (bodajże na stronie internetowej TVN24). Przy tym wszystkim wyciąganie słów z kontekstu jest codziennością.

Mój znajomy z Uniwersytetu Ekonomicznego powiedział kiedyś, że dla partii Korwina-Mikkego idealna byłaby rola „języczka u wagi” w parlamencie (w miejsce PSL). I ja się z nim zgadzam bo jego poglądy chociaż są bardzo piękne to momentami zwyczajnie niebezpieczne, trochę jak ta tytułowa Afryka.

Sunday, May 1, 2011

Top 10 tekstów Afro Kolektyw.

Kolejny nic nie wnoszący ranking pomiędzy politycznymi wypocinami sfrustrowanego chłopca z prowincji. Tym razem prezentuję wam w 10 najlepszych liryksów Afrojaxa, który, czego możecie nie wiedzieć, jest polskim tekściarzem numer jeden w historii. „Koleś z 200 IQ robi co w jego mocy żeby ukryć intelekt i zaakcentować raczej niespotykanie duży rozmiar swojego penisa. Ale im bardziej się stara, ostentacyjnie pozując na wulgarnego prostaka, tym bardziej wychodzi na jaw, że posiada to 200 IQ.” Tak napisał o nim jeden z byłych członków The Car Is On Fire i współautor jednego z poczytniejszych muzycznych portali w „polskim Internecie”, a ja chyba sam bym lepiej tego nie ujął. Ranking dotyczy TYLKO tekstów, nie piosenek jako całości, ale gdybyście chcieli posłuchać to każda jest na… youtube.com.

10. Czytaj z Ruchu Moich Ust

„Byłem wtedy dzieckiem jeszcze/ gdy wszyscy traktowali mnie już jak powietrze (…) I w jednej chwili znalazłem odpowiedź/ by kumple mnie lubili, co ze sobą zrobić (…) wypisać się z klubu/ miłośników pedału/ Członkostwo tam było niewskazane (…) Zaczęły przybywać delegacje z kwiatami, a w nich ci sami/ koledzy, co szczali mi wczoraj do tornistra (…) Już nie ma mnie w składzie drugiej ligi/ bo usmażyłem swoje gówno i nagrałem swoje rzygi (…)Morał: czy przystoi imponować byle komu/ czy lepiej zostać w ciepłych kapciach przy kolacji w domu?”

9. Sexualna Czekolada

„Przynależę do elity młodzieżowej pop kultury/ Mam telefon, kutafon zrobiony do czysta/ Mama kupi mi mikrofon, tatuś techniksa/ I oto będę imprezowym idiotą/ Przyjemnym i fajnym, chcę być komercyjny/ Chcę być seksualny do ciężkiej cholery (…) Chcę być pełen seksu teraz o tym gadam/ Że od dzisiaj jestem seksualna czekolada (…) Nazywam się seksualna czekolada (…) Świeci kolorofon, jest kolorowo (…) To co robię nazywa się furora/ Wobec tego proszę cię wyliż mi wora/ I nie martw się myłem go wczoraj/ Nie lubisz mnie? jesteś chora/ Nie podobam ci się? masz kiepski gust/ Ale mimo to chciałbym wylizać twój biust (…) Seksualna czekolada to ja/ Powiem wam prawdę, działam na was jak Penis Expander”

8. Mężczyźni są Odrażająco Brudni i Źli

„Jeżeli chcecie żebym poczuł się tu jak w domu/ Wyrzućcie wszystkich, powinno pomóc (…) głupie gadki?/ Widziałem głupsze rzeczy w życiu już większość w lustrze/ Ona zna odpowiedzi, ja nawet pytam/ Jest piękna gdy siedzi i mówi: osobowość odbita/ I że soma jest nie ważna jako czysta fizyka/ I że ona samą psyche i żebym poczytał o tym/ Koniec jaj, nowoczesna sztuka, geist ist frei, ekspresja/ I czemu jej nie słucham, że jej świetnie poszła sesja/ Kto jest zły, a kto dobry?/ I po co tu przyszedłem? Przyszedłem na podryw! (…) W dniu w którym dojrzejesz biologicznie/ Spotkaj się ze mną w bocznej uliczce/ Mam to wypisane na twarzy/ Mężczyźni są odrażająco brudni i źli! (…)Nie szukam idei, szukam dziewczyny/ Kleisz socjologię więc cię to nie dziwi (…) Zjedz mojego człona wiesz, nie odrzucaj mnie jak Mensa (…) Zobacz jak w tańcu frykcyjnie się ruszam/ Na balu przebierańców przebrałbym się za Fallusa.

7. Trener Szewczyk

„Szef lubi tytoń z Kuby, szef bez butów chodzi/ Szef trzyma łapę na asystentce (…) Na ścianie z wakacji fotki - tłuszcz w Tenerife/ Krawat w kropki zaplamiony jakimś syfem (…) W poszukiwaniu chleba trafiłem do chlewa (…) Całe życie spieprzam przed czymś ile można/ gdy tylko na horyzoncie zjawi się sytuacja groźna, groźna/ z drogi - patrzcie na mój jogging, patrz jak biegnę/ magister eskapologii sprawdza sprawność swoich ścięgien (…) Dobry panie, wiem że life bywa brutal/ Ale wcale nie mam zamiaru skończyć jak 2Pac/ Bo jakiś mutant w alkonarkoamoku/ Nie słuchał jak mówili mu 'nie warto, daj spokój...'/ Afro? Gotów. Odpalmy super moce/ Ja go uderzę nosem w pięść. Ja w kolano kroczem/ A potem pobijemy jeszcze rekord na dwieście”

6. Wiążę Sobie Krawat

„Smutnego drobiu pośród lisów/ widzę w lustrze twarz (…) nieodłączną częścią życia strach i ból/ i chcę podkreślić to, waląc kuflem w stół/ chwała nam i sława a frajerom żal/ bo frajer zawsze jest winien sobie sam (…) smutnego oprawcy/ w lustrze widzę twarz/ choć moja wartość wzrosła/ liznąłem zasad gry/ to mokre ofiar oczka trują moje sny (…) przychodzi mi do głowy/ gdy mnie teraz kopią znów/ że na pogromców i księgowych podzielił ludzi Bóg/ i chwała i sława i wiąże sobie krawat (…) i chcę podkreślić to, waląc głową w stół/ kontynuując tę jakże cenną myśl/ ten kto nic nie może nie dostanie nic/ więc niech zniknie puch i plusz/ niech żyje chrom i stal”

5. Przepraszam

„Moja dziewczyna jest słodka i dobra / Ma dwa zwierzątka: kotka i bobra (…) Siedzę tu, mówię o niej, palę papierosy/ Nie pamiętam o co poszło na kosy, ale nie odpuszczę/ Mam honor i ironiczny uśmiech (…)Zgadzam się ze mną, a ona z nią - marnujemy czas (…) w kaszlącym escorcie jadę złoty dwadzieścia/ jakiś wieśniak w radiowozie kiwa mało serdecznie (…) samochód skrzeczy, a może przenocuję gdzieś bokiem/ ale telefon zaufania, dobry kolo, przykimał/ infolinia - to samo, jestem solo i mam satysfakcję niesamowitą (…) do własnego domu bym wyprawę już podjął/ ale, gniewamy się? nie, tylko nie to, proszę (…) przebacz, wybacz, pójdziemy na sushi”

4. Karl Malone

„Dzięki niemu Utah Jazz/ Wygrywa o ile wygrywa mecz (…) Listonosz wielki ciałem i duchem/ Sterminowałby mnie jak muchę jednym ręki ruchem/ Tymczasem, jak ja jestem złamanym białasem/ Tak on złamanym czarnuchem (…) Przyrzekł to sobie, że dożyje dnia/ Gdy ukoronują go na mistrza NBA/ Potem zdziadział i zardzewiał/ A mistrzowskiego pierścienia wciąż nie ma/ Nie ma i Karl już wie, że coś spieprzył/ Nie ma czego chce chociaż jest najlepszy (…) Możesz być świetny i nic nie uzbierasz/ Zamiast sukcesów zaliczysz zera/ Choćbyś warunki wszelkie spełniał/ Karl jest czarnuchem który zbielał/ A ja białasem który sczerniał (…) Zakładam ja i Malone listonosz dla ciebie/ Korespondencyjny kurs klęski (…) Spytaj się o to wszech nauk doktora/ A powie ci o tym on, czyli ja, oraz, oraz/ Karl Malone (…) Gówno jeździ po nas”

3. Smutny i Nudny cz.I

„Nic nie staje się ostatnio pierwszy raz/ wciąż te same wydarzenia spotykają nas/ czy też znasz to uczucie obrzydliwe/ już kiedyś to robiłem, już kiedyś tu byłem (…) te same problemy, znów krótko w kieszeni/ znów nie mam dziewczyny, znów jestem nieszczęśliwy (…) Nigdy nie wiadomo co ludzie kupią/ a do czego raczej obrócą się tyłem (…) dziesięć dni do wypłaty, a ja dziesięć złotych mam/ moja praca, zdecydowanie mi się nie opłaca (…) nie chcę być nikim, bo tym już byłem”

2. Mozart Pisał Bez Skreśleń

„Wszyscy radośnie i ochoczo czyścili kible w armii/ nikt nie kończył w kartonie na centralnym/ życie wewnętrzne miało barwy/ tyle co witraż, a gdy/ rzucili pełne i mocne bez filtra/ tyle było emocji, a żadna przykra (…) Jak uliczka, to tylko polmos/ a dziś sam nie wiem, bo jest wolność/ a i tak jej ma każdy mało według siebie/ Kiedyś, leż na wznak/ Dzisiaj, zmień nie twarz/ i wstań, nie jesteś sam/ więc wstań, gdy szukasz opcji lepszej/ Dziś piszę, dziś piszczę/ dziś się ze sobą pieszczę/ dziś pieprzę, ale fakty takie są/ że jeszcze lat temu dwieście/ Mozart pisał bez skreśleń, ziom (…) Wszyscy dajcie nam żyć we własnym domu/ a Wałęsa dawaj moje sto milionów (…) Chińczyk, nie czyta Mao (…) Ruski skupuje Londyn/ zamiast skupować rzepak (…) I płaczesz jak Szwed, któremu nie dowieźli śledzia

1. Transportem do Pracy (Dał Mi Kolega)

„A ja najlepiej gadam do własnych skarpet/ i robię inne rzeczy, materialnie nic nie warte/ Żeby sprzedać się najlepiej - widzicie sami/ że musiałbym leżeć w sklepie ze śmiesznymi rzeczami (…)A ja nie chcę być jak on - wewnątrz pusty jak dzwon/ Po co gonić za sukcesem, gdy i tak pójdę na złom?/ Mam do wyboru siedem dni spokoju lub/ pięć dni zapierdalam, w piątek wieczór pub,/ w sobotę klub, w niedzielę kac, w poniedziałek powrót po kolejny raz/ kolacja we dwoje w kalenbergu za dwa pięćset/ potem fellatio w rewanżu za to. Co więcej?/ Fajna jazda, zajebiste loty, dobrze być free, mieć fun i parę złotych/ na ścianie dyplom Szkoły Głównej Handlowej (…) Fajna jazda okazała się po równi pochyłej/ Okaż słabość, a zostawią cie samemu sobie (…) dyplom Szkoły Głównej Handlowej/ wraz z atrakcjami wprowadza w chorobę./ Zaczął ciskać kurwy do komórki służbowej/ bo gdy jesteś chory - zachowujesz się tak właśnie/ rachunek jest szesnaście, ty wyjmujesz dwadzieścia/ i każesz wydać do osiemnastu, i jesteś wieśniak/ Poczucie, iż atmosfera wokół się zgęszcza/ maskował słowotokiem i klepaniem po plecach (…) Tak jak on dymał, tak jego wydymano (…)Siedzę więc w miejscu dalej i rozważam sobie/ kto kogo miał sprowadzać na dobrą drogę?”